|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 8 > Calabash, ty palisz hasz?
Calabash, ty palisz hasz?
Serce Afryki zabiło w Warszawie
Mozambik jest jednym z najbiedniejszych krajów świata. W lutym nawiedziła ten kraj największa od 50 lat powódź. Pod wodno-błotną falą zginęło prawie pół tysiąca osób, a ponad milion zostało pozbawione dachu nad głową. Mozambik tylko przez chwilę głośno wołał o pomoc. Potem zamilkł przekrzyczany kolejnymi apelami z innych stron świata, kolejnymi wiadomościami o większych lub mniejszych nieszczęściach.
To wołanie dochodzące z dalekiego afrykańskiego państwa niektórym ludziom głęboko utkwiło w pamięci. Wiadomość o tragedii wstrząsnęła społecznością Afrykańczyków żyjących w Polsce. Mozambik jest częścią wspólnego kontynentu, na którym często zdarzają się nieszczęścia polityczno - gospodarcze. Jednak to zazwyczaj susza i głód, a nie powódź, zagraża ludności.
Do Polski docierały wiadomości o naszym rodaku - profesorze Leonardo Adamowiczu, założycielu i Naczelniku Ligi Harcerzy Mozambiku. Jego harcerze usuwali skutki powodzi, nieśli pomoc ofiarom kataklizmu. Profesor Adamowicz apelował na pomoc.
Członkowie Zrzeszenia Studentów i Absolwentów Afrykańskich postanowili działać. Wraz z Polską Akcją Humanitarną zorganizowali koncert S.O.S. Mozambik, który odbył się 5 maja w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w Warszawie. Nieszczęścia mają tylko jedną dobrą stronę - jednoczą ludzi. Na koncercie spotkali się wszyscy, którym Mozambik nie jest obojętny: Afrykańczycy mieszkający w Polsce, ludzie zafascynowani Afryką oraz liczna grupa młodzieży.
Podczas koncertu nie udało się uzyskać bezpośredniego połączenia telefonicznego z Leonardo Adamowiczem. Brian Scott odczytał więc fragmenty jego listów, a Ryszard Czajkowski pokazał slajdy z podróży do Mozambiku, który stał się nagle tak bliski i realny.
Pomimo wstrząsających relacji z Mozambiku atmosfera na koncercie była gorąca i radosna. Pierwszy zagrał zespół Yugus z Poznania, w którego skład wchodzą Senegalczyk, Gwinejczyk, Malijczyk, Rwandyjczyk oraz Mozambijczyk. Zagrali ethno - folk i poderwali pubiczność do tańca.
Sudański zespół Solidarity, również z Poznania, oprócz współczesnych aranżacji afrykańskich utworów wykonał humorystyczną piosenkę opowiadającą o życiu afrykańskich studentów w Polsce i nauce naszego języka. Zaśpiewali ją oczywiście po polsku!
Calabash z Warszawy improwizował razem z K.A.S.Ą. w rytmie reggae ("Calabash, ty palisz hasz?"). Asystowały mu dwie tancerki, których popis znacznie ustępował umiejętnościom tanecznym zespołu Asiko z Wrocławia. Tradycyjne gorące zairskie rytmy w ich wykonaniu nie pozwoliły usiedzieć na miejscach. Równie ciepło został przyjęty występ Ikenga Drummers z Gdańska.
Po zespołach afrykańskich wystąpił zespół Voo Voo przy współudziale Mamadou Diouf z Senegalu w repertuarze inspirowanym muzyką afrykańską. Późmiej zagrała grupa Ich Troje, a na koniec Big Cyc. Ubrany w tygrysią skórę i sztuczne dredy Skiba wykonał wraz z kolegami Makumbę. Koncert zakończył się radosną i entuzjastyczną improwizacją, w której wzięły udział wszystkie występujące wcześniej zespoły.
Koncert miał nie tylko szczytną ideę zebrania pieniędzy na rzecz ofiar powodzi w Mozambiku. Uświadomił nam też istnienie wspaniałej muzyki, którą mało kto w Polsce zna. Przybliżył również środowisko "Polskich Afrykańczyków", którzy nie zapominają o swojej kulturze, a optymizm, radość życia oraz uśmiech przekazują innym. To dzięki nim serce Afryki zabiło w Warszawie. To dzięki nim szybciej zabiły serca ludzi w Mozambiku - którzy teraz wiedzą, że daleka Polska o nich pamięta.
Karolina Bazydło
(Warszawa)
List Leonardo Adamowicza do Janiny Ochojskiej [fragmenty]
Większość uratowanych wyniosła z powodzi tylko życie. W tej chwili najbardziej brakuje naczyń kuchennych, garnków, talerzy i kuchenek na gaz. Magazyny pełne są ryżu, którego nie ma czym ugotować. Piekarnie pracowały na węgiel drzewny, który zabrała woda. Brakuje konserw gotowych do jedzenia.
Być może w najbliższym czasie będzie można otworzyć szkoły, ale dzieci straciły wszystko: zeszyty, torby, przybory szkolne, etc. W ośrodkach zdrowia brak opatrunków i podstawowych lekarstw (przeciw biegunce, zapaleniu zatok, gorączce, etc.). Często po powodzi przychodzi cholera, malaria i tyfus. Brak wody pitnej i środków odkażających. Tam gdzie przestaje padać deszcz pojawiły się nowe plagi: komary i muchy a z nimi malaria, tyfus i inne choroby. Od rzeki Savi do Maputo, w rejonie uważanym za spichlerz, uległy zniszczeniu zasiewy i zbiory.
Pod koniec marca wybrałem się do Chibuto, gdzie została umieszczona większość powodzian. Najbardziej cierpią kobiety i dzieci. Starcy, przeważnie samotni, siedzą jak żywe wysuszone mumie; milczący i nieobecni. Tylko jednego udało mi się namówić do wyrażenia swoich uczuć. Wypowiedział jedynie krótkie zdanie: "Woda zabrała dorobek całego mojego życia i życie moich najbliższych. Chyba to nie wystarczyło Panu Bogu aby mnie ukarać. Pozostawił mnie przy życiu abym kontynuował pokutę. No cóż, siedzę tutaj i robię rachunek sumienia, aby mnie jak najszybciej zabrał do Siebie gdzie jest cala moja rodzina, stada moich krów, duchy moich przodków i moje kochane wnuki".
Tyle na razie. Już pragnę pogratulować w imieniu własnym i harcerzy, artystom polskim, afrykańskim i Polskiej Akcji Humanitarnej wspanialej inicjatywy i zapewnić, że oprócz nas, zrobią to o wiele lepiej Wielcy tego kraju, którzy z zainteresowaniem i uwagą śledzą każdy gest solidarności za granicą.
>> index
|
|
|