|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 5 > Kosowo
Jeszcze raz Kosowo
Felieton Janiny Ochojskiej o sytuacji w Kosowie
Albańscy uchodźcy z Kosowa wyjechali z Polski, problem zniknął z pierwszych stron gazet. Jego miejsce zajęła teraz Turcja, gdzie było silne trzęsienie ziemi. Nowa tragedia, z Polski wyruszają pierwsze konwoje (także z udziałem PAH). Problem Kosowa wraca, kiedy odkrywane są kolejne groby Albańczyków zamordowanych przez Serbów, kiedy płoną domy Serbów podpalone przez Albańczyków. W Kosowie rozgrywa się cały czas cichy dramat ludzi, którzy nie mają domów, których pola są zaminowane; dramat dzieci bez rodziców, bez przyszłości - bo szkoły spalone, nauczyciele wymordowani. O ich problemach nie dowiecie się z pierwszych stron gazet.
Nie piszę o tym z goryczą. Taka jest kolej rzeczy, coś innego staje się ważniejsze i tym czymś jest teraz Turcja. Piszę, żeby opowiedzieć Wam o mojej podróży do Serbii i Kosowa i uświadomić Wam, że pomimo powrotu do domów i zakończenia oficjalnego konfliktu, ludzie potrzebują tam pomocy. Może ktoś z Was znajdzie tam dla siebie jakieś zadanie.
W dniach 26.07- 3.08.1999 z przyjaciółmi z innych organizacji pozarządowych odwiedziliśmy Serbię i Kosowo, aby zapoznać się z sytuacją humanitarną i przygotować założenie stałej misji na tym terenie. W podróży uczestniczyli Jan Jakub Wygnański z Banku Informacji o Organizacjach Pozarządowych - KLON, członek Zarządu Fundacji Batorego oraz Jakub Boratyński z warszawskiego przedstawicielstwa UNHCR, a także Kaja Wiślińska i ja z Polskiej Akcji Humanitarnej.
W Serbii panuje głęboki kryzys gospodarczy, który dramatycznie wpłynął na poziom życia ludności. Panuje bardzo wysokie bezrobocie, wiele osób od kilku miesięcy nie otrzymuje pensji. Szczególnie ciężka jest sytuacja ludzi starszych, których emerytura wynosi ok. 120 zł, za co trudno kupić, droższą niż w Polsce żywność. Wszyscy obawiają się nadchodzącej zimy. Zniszczenie wielu elektrowni oznacza, że będzie dochodziło do częstych wyłączeń prądu i w mieszkaniach będzie zimno. Dodatkowo trzeba się opiekować ponad pół milionem serbskich uchodźców z Bośni i Chorwacji (są to uchodźcy serbscy z Bośni i z Serbskiej Krajiny w Chorwacji, którzy cztery lata temu zostali wyrzuceni ze swoich domów i dotarli do Serbii). Wielu z nich, pomimo upływu lat nadal żyje w zdewastowanych, zatłoczonych ośrodkach, bez jakichkolwiek perspektyw na przyszłość. Wyobraźcie sobie życie od czterech lat w obozie, gdzie nie ma miejsca na żadną intymność, gdzie dowożą Wam jedzenie i Waszym jedynym zajęciem jest marzenie o niemożliwym powrocie do domu. Teraz nowa grupa uchodźców przybywa z Kosowa - do tej pory przybyło ich do Serbii 173 tys. W niewielkiej szkole w Kraljevie spotkaliśmy się z grupą ok. 200 uciekinierów z Kosowa (ponad połowa to dzieci).
Dla niektórych z nich nie starcza nawet miejsca na szkolnych korytarzach. Władze nie chcą uznać tej grupy za uchodźców. Lokalne organizacje humanitarne walczą o to, by dzieci uchodźców z Kosowa mogły od 1 września pójść do szkoły.
Czego potrzebują mieszkańcy Serbii? Potrzeby są ogromne - żywność, podstawowe leki, artykuły higieniczne. Ze względu na powszechne ubóstwo i warunki klimatyczne, podczas zimy konieczne będzie zorganizowanie licznych punktów wydawania gorących posiłków. Trzeba pomyśleć jak pomóc ludziom ogrzać swoje mieszkania zimą - nie będzie prądu. Bardzo jest potrzebna wszelka pomoc w obozach dla uchodźców.
Inna jest sytuacja w Kosowie. Wróciło już ok. 90 proc. albańskich uchodźców z sąsiednich krajów. Wszędzie są ogromne zniszczenia. Według danych International Management Group ok. 120 tys. domów zostało zniszczonych, z czego 78 tys. (40 proc.) w sposób bardzo poważny lub całkowity. Tylko 25 proc. budynków pozostało nienaruszone. Jedynie 13 proc. gospodarstw rolnych spodziewa się zbiorów w tym roku. Połowa ludności zależy w pełni od pomocy żywnościowej dostarczanej przez organizacje humanitarne. Według danych UNICEF z 16 gmin, ok. 43 proc. szkół zostało w dużym stopniu lub całkowicie zniszczonych.
W bardzo trudnej sytuacji znajdują się Serbowie. Znaczna część już opuściła Kosowo. Pozostali przebywają pod osłoną oddziałów KFOR w takich miejscach, jak prawosławne seminarium w Prizrenie, gdzie schroniło się 160 przerażonych osób w podeszłym wieku z okolicy lub w Strpcach - gminie zamieszkałej przez 10 tys. Serbów, nad której bezpieczeństwem czuwa polski KFOR. Mieszkańcy obawiają się nawet skorzystać z pomocy szpitala mieszczącego się w pobliskim Urosevacu. W poważniejszych przypadkach polscy żołnierze eskortują chorych do Serbii.
Rezultatem naszego wyjazdu jest pomysł stworzenia "Programu Pomocy dla Bałkanów", opartego na funkcjonowaniu działającej tam stałej misji humanitarnej polskich organizacji pozarządowych. Po licznych konsultacjach i wizytach w terenie, doszliśmy do wniosku, że najlepszym obszarem działania będzie terytorium dwóch gmin Styrpce i Kacanik położonych na południu Kosowa, znajdujących się pod kontrolą polskiego KFOR-u.
W gminie Kacanik przed wojną mieszkało ok. 35 tys. osób, w większości Albańczyków. Serbowie i Romowie (około 50 rodzin) byli skupieni w wiosce Stary Kaćanik. Ich domy zostały okradzione i spalone. Dotychczas do Kacanika powróciło ok. 10 tys. uciekinierów - wyłącznie Albańczyków. W gminie brak wodociągów i kanalizacji. Nie działa poczta, łączność jest możliwa tylko przez telefony satelitarne. Z powodu zniszczenia szpitala, służba zdrowia praktycznie nie funkcjonuje. Brakuje sprzętu i lekarstw, pogotowie ratunkowe i apteki nie istnieją, a w drugim szpitalu mieści się baza UCK. Gmina nie posiada też straży pożarnej. Dwa duże zakłady pracy są zamknięte. Nie działa, funkcjonująca przed wojną, spółdzielnia rolnicza; aktywna jest tylko drobna część indywidualnych gospodarstw. Na polach jest wciąż dużo min. Około tysiąca domów zostało bardzo poważnie zniszczonych. Odbudowy wymaga 17 szkół. Część uczniów przerwała naukę już w marcu i tylko nieliczni kontynuowali ją w Macedonii w obozach dla uchodźców.
Gmina Strpce to jedna z nielicznych serbskich enklaw na terenie Kosowa. Przed wojną w gminie mieszkało 8,5 tys. Serbów. Teraz przybyło jeszcze 1015 Serbów z miejscowości Urosevac, Prizren, Kacanik, które teraz są zamieszkane przez Albańczyków. 350 osób mieszka w 4 ośrodkach dla uchodźców. Reszta mieszka u rodzin. Serbowie żyją w zamknięciu, wyjazd poza to terytorium jest niebezpieczne. Raz w tygodniu, ale raczej nieregularnie, pod konwojem KFOR-u z Jugosłowiańskiego Czerwonego Krzyża dostarczana jest żywność. Mieszkańcy otrzymują przydział 5 kg tygodniowo dla każdego członka rodziny. Nie ma prądu ani łączności telefonicznej. W Strpcach działa przychodnia i mały szpital, którym potrzebne są lekarstwa. Nie ma natomiast izby porodowej. Serbskie kobiety boją się rodzić w pobliskich albańskich Urośevacu lub Prśtinie i jadą do Serbii. Najbardziej niezbędne artykuły to podstawowe produkty żywnościowe (mąka, cukier, olej), środki czystości, artykuły szkolne i dziecięce (odżywki, mleko w proszku, ubrania, pieluchy etc.).
W pierwszym etapie naszej działalności na tym terenie chcemy szybko dostarczyć pomoc - środki higieniczne, podstawowe leki i artykuły dla niemowląt, chcemy pomóc w odbudowie wybranych szkół i domów, w wyposażeniu klas i zaopatrzeniu dzieci w przybory szkolne. W następnym etapie chcemy rozpocząć świadczenie pomocy psychologicznej, organizowanie zajęć dla dzieci i młodzieży itp. Chcemy pracować na rzecz społeczności albańskiej w Kacaniku i serbskiej w Strpcach. Będziemy Was informowali o założeniu misji i o tym, co się w niej będzie działo.
Janina Ochojska
>> index
|
|
|