|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 24 > Ludobójstwo w Sudanie
Ludobójstwo popełniane na czarnej populacji w Sudanie
Sudan wpisuje się w dzieje Afryki w sposób dramatyczny i krwawy. Trwa tam najdłuższa wojna domowa na tym kontynencie.
To największe państwo afrykańskie, położone w północno-wschodniej Afryce nad Morzem Czerwonym, odzyskało niepodległość w 1956 r. Już wówczas Sudan był pogrążony w chaosie wojny domowej. Główną osią trwającego tam konfliktu była rywalizacja zamieszkującej północną część kraju ludności arabskiej z żyjącymi na południu ludami murzyńskimi. Na rasowe podłoże konfliktu nakłada się również religia. Arabowie są prawie wyłącznie muzułmanami, a Murzyni to w dużej mierze chrześcijanie i animiści (wyznawcy pierwotnych religii Afryki). W latach 70-ych miało miejsce chwilowe zawieszenie broni. Jednak w 1983 r. reżim Nimeirego narzucił szariat (prawo Koranu) w całym kraju. Południe nie zaakceptowało tego traktatu. Kolejny rząd nasilił islamizację kraju, ogłaszając dżihad (świętą wojnę) przeciw niewiernym. Południe kraju stało się obiektem ataków, bombardowań, przemocy. Wielu młodych chrześcijan i animistów, traktowanych jak ludzie niższej kategorii, zostało porwanych i wykorzystywanych na północy jako niewolnicy. Oblicza się, że w Sudanie pozostaje nadal w niewoli 200 tysięcy osób. Niszczone były szkoły, szpitale, kościoły. Uchodźcy z palonych wsi zostawali bez dachu nad głową, bez pożywienia, a pomoc humanitarną dla milionów głodujących – blokowano. Po wielu latach wojny został zawarty w 2005 r. pokój z południem – gwarantujący mu prawo do samostanowienia i wolność wyznania (zniesienie szariatu).
Kiedy proces pokojowy z południem dobiegał końca wybuchła wojna w innej prowincji Sudanu – Darfurze. Ten graniczący z Czadem region zamieszkują trzy murzyńskie plemiona Fur, Masalit, Zaghawa. Darfur był zawsze upośledzony ekonomicznie, a sytuacja żyjącej tam ludności była trudna. Konflikt w Darfurze między dwoma opozycyjnymi ugrupowaniami Sudańską Armią Wyzwolenia (SLA) i Ruchem Równość i Sprawiedliwość (JEM) a rządem
trwa w zasadzie od 2003 r. Ugrupowania rebelianckie domagały się udziału we władzach zdominowanych przez ludność arabską, uregulowania kwestii własności terenów pasterskich i umożliwienia rozwoju gospodarczego regionu.
Rząd w Chartumie wykorzystał do spacyfikowania kolejnej niepokornej prowincji bojówki dżandżawidów, czyli uzbrojonych jeźdźców, poruszających się na koniach lub wielbłądach.
Władze sudańskie twierdzą, że nie mają nic wspólnego z tymi arabskimi wojownikami, którzy dokonali czystek etnicznych w Darfurze - palili wioski, porywali i zabijali dzieci, gwałcili kobiety i dziewczynki. Jednak istnieje coraz więcej dowodów na to, że działania dżandżawidów były wspierane przez Chartum, który dostarczał broń, pieniądze, ludzi.
Od 1999 r. rząd sudański czerpie zyski z eksportu ropy. Wpływy w wysokości 400 milionów dolarów rocznie przeznacza m.in. na walkę z rebeliantami. Ci mieszkańcy Darfur, którym udało się przeżyć brutalne ataki na wioski, uciekli do obozów na terenie Czadu i Sudanu. Tam dalej toczą walkę o przetrwanie, ponieważ brakuje wody, żywności, lekarstw, a bojówki arabskie potrafią zaatakować również obozy.
Bilans trzyletniego konfliktu w Darfurze to 200 tysięcy ofiar śmiertelnych oraz 2,5 miliona ludzi wyrzuconych z domów. W maju 2006 r. Armia Wyzwolenia Sudanu podpisała porozumienie z rządem, ale istnieje ono tylko formalnie. Organizacje humanitarne alarmują, że od wielu miesięcy kryzys się pogłębia. Szczególnie dramatyczna jest sytuacja dzieci, które są porywane, zabijane, gwałcone oraz pod przymusem wcielane do wojska. Te zbrodnicze praktyki nigdy jeszcze nie były stosowane na tak ogromną skalę. Rosnąca przemoc dotyczy także kolejnych grup mieszkańców zmuszanych do opuszczenia domostw. Coraz liczniejsze są ataki na przebywających w obozach uchodźców oraz na pracowników humanitarnych. W lipcu br. zabito 8 z nich. Z tego powodu zagrożona jest działalność misji humanitarnych w tym rejonie.
31 sierpnia br. Rada Bezpieczeństwa ONZ podjęła decyzję dotyczącą wysłania do Darfuru żołnierzy sił pokojowych, pod warunkiem, że operację zaakceptuje rząd w Chartumie.
Ponad 20 tysięcy błękitnych hełmów zastąpiłoby żołnierzy z Unii Afrykańskiej, których mandat kończy się 30 września i którzy nie potrafili zapobiec katastrofie humanitarnej w Darfurze. Bez sił pokojowych ONZ konflikt w Darfurze może przekształcić się w regularną wojnę. Jednak władze w Chartumie nie chcą zgodzić się na żadną międzynarodową pomoc.
Wiceprezydent Ali Osma Taha zapowiedział, że w razie „interwencji” międzynarodowych sił pokojowych przewidziane są pewne opcje, a wzorem dla rządu w Chartumie jest libański Hezbollah, który w wojnie z Izraelem „wykazał się determinacją i cierpliwością”.
Joanna Mantorska
>> index
|
|
|