.
 
 

   [ więcej... ]


logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 24 > Akcje, reakcje i interakcje

Akcje, reakcje i interakcje

'More than just female dreams'- projekt skierowany do wiejskiej społeczności lokalnej - realizowałam w ramach programu GLEN 2005 w okolicach Kitle, w zachodniej Kenii. W tym czasie niejednokrotnie przekonałam się, że trzy miesiące w Kenii to mało i dużo czasu jednocześnie. Dużo doświadczając każdego dnia swojej inności i ucząc się nowej rzeczywistości, poznając ludzi, ich wartości, sposób myślenia, ale mało, żeby się w to wszystko zagłębiać bardzo mocno. To również dużo, aby coś zrobić, czymś się podzielić, ale mało, żeby zobaczyć efekty swojej pracy.

Biała kobieta w Kenii? Wydaje się nie budzić żadnych sensacji w tak popularnym turystycznie afrykańskim kraju. Codzienne spotkania z ludźmi jednak zaskakiwały mnie. Podobnie ja byłam niespodziewanym gościem dla większości. Wzbudzałam ogromną ciekawość, pojawiając się w terenie, gdzie biały człowiek bardziej podejrzewany był o to, że jest albinosem niż kimś z Europy. Reakcje na moją osobę były przeróżne. Interakcje, które się rodziły ze spotkania ludzi jakby z innych światów były wymowne: spojrzenia, gesty, uśmiech czy próby komunikacji łamanym swahili.

WIELKIE OCZY Bardzo małe dzieci, przywiązane kangą (kolorowa afrykańska chusta) do pleców swoich mam, robiły wielkie oczy i patrzyły na mnie z otwartymi buziami. Czasem odwracały głowy na chwilę i znowu wracały z przerażonym raczej spojrzeniem. Uśmiechanie się czasem niewiele pomagało, a moje niebieskie oczy tylko pogarszały sprawę. Jeśli nie zostałam zauważona przez mamę, oddalały się w niewiedzy 'zjawiska', które widziały. Czasem, kiedy dzieciaki były na kolanach mam w matatu (popularny środek transportu), czy siedząc na ulicach, słyszały, że to właśnie jest „mzungu” (biały człowiek). Mamy zawsze uśmiechały się i w zależności od odległości zachęcały dzieci do kontaktu ze mną, aby pokazać, że nie muszą się mnie bać. Małe biegające dzieci, które spotykałam gdzieś na drodze, gdzieś w wioskach, zawsze milkły w pierwszym momencie. Patrzyły z niedowierzaniem, z otwartymi buziami, zastygając w bezruchu i wahając się, czy się uśmiechnąć czy uciekać. Zazwyczaj odwzajemniały uśmiech, czasem jednak z przerażeniem i płaczem uciekały do mamy.

'HABARI MZUNGU?' Starsze dzieci były raczej śmiałe, oczywiście w pierwszym momencie również patrzyły z niedowierzaniem, ale szybko odważnie pytały 'habari mzungu?', albo coś w stylu 'how are you mzungu?' (czyli 'jak się masz biała?'). Kiedy odpowiadam 'mzuri sana, asante' ('bardzo dobrze, dziękuję') głośno się śmiały. Często zadawały to samo pytanie kilka razy, jakby i mój glos, a nie tylko wygląd, przyprawiał je o zdumienie. Czasem inne dzieci, jedno po drugim, pytały mnie w kółko jak się mam, a kiedy odpowiadałam po raz dziesiąty, śmiały się tak samo głośno jak za pierwszym razem. Gdy się od nich oddalałam, tak długo krzyczały za mną, że nie byłam już w stanie ich usłyszeć i odpowiedzieć. Jakkolwiek dzieciaki były do mnie nastawione, pozytywnie czy tez negatywnie, niezależnie czy reagowały ucieczką, czy tez podchodziły, żeby się przywitać, zawsze wytrzeszczały te swoje piękne brązowe oczka, zapominały o tym, co robiły, zastygając zupełnie. Ich oczy, wydawało mi się, pokazywały zdziwienie, niepewność, potem najczęściej radość i ciekawość.

POD STAŁĄ OBSERWACJĄ Dzieci, z którymi przebywałam dłużej (dzieci z sąsiedztwa, z przedszkoli), czasem bezpośrednio, czasem z ukrycia, wpatrywały się we mnie, śledziły każdy mój ruch, gest, minę. Kiedy byłam w domu, przyklejone były do okna. Dzieciaki, które miały możliwość być bardzo blisko, przyglądały się bardzo uważnie. Chętnie podawały rękę kilkanaście razy, żeby się przywitać czy też pożegnać, ukradkiem dotykały moich włosów, skóry.

KONFRONTACJA Z DOROSŁYMI Jeśli chodzi o dorosłych spotykanych gdzieś na wsi, gdzieś na polnych drogach czy w polach kukurydzy, to część z nich również reagowała wielkim zdziwieniem. Wytrzeszczali oczy, odwracali głowę kilka razy, żeby się upewnić, że dobrze widzieli. Czasem się zatrzymywali, żeby się przypatrzeć, czy ja jestem biała czy może 'biaława' (tzn. czy jestem albinosem). Bywali czasem podejrzliwi, ich spojrzenia mówiły 'nie, to niemożliwe, biała kobieta tutaj? Skąd się tu wzięła? czego tu szuka? czego chce?'. Najczęściej jednak reakcje były przyjazne, pozdrawiali mnie, uśmiechali się bezinteresownie. Część ludzi, mających jakieś wyobrażenia o Europie czy Ameryce (niekoniecznie prawdziwe), kojarzyła zdecydowanie białego człowiekiem z pieniędzmi (mzungu to pesa). Ludzie pytali się, czy mam 3 samoloty, 10 samochodów. Dziwili się, dlaczego chodzę pieszo, albo jeżdżę na starym rowerze (Phoenix wyprodukowany w Chinach), skoro mogę samochodem. Wiele osób chciało, żebym ich zabrała do Europy (czyli do raju), żebym sponsorowała ich projekty, opłaciła czesne za szkołę, wyposażyła szkoły, przedszkola w materiały do nauczania, itp. Nie przyjmowali do wiadomości, ze nie jestem w stanie spełnić ich oczekiwań, a to, co wyobrażali sobie na mój temat, na temat życia w Europie było nieprawdą. Byli absolutnie przekonani o swojej racji, nie było w nich gotowości do zmiany pewnego schematu, wyobrażenia o łatwym życiu w Europie. Niektórzy woleli złudzenia, wyobrażenia, których tak naprawdę nie mogli zweryfikować w tym momencie. Kiedy starałam się im wytłumaczyć, że to nie tak, raczej byli skłonni podejrzewać mnie o złą wolę, niż przyjąć, że nie jest tak jak myślą. Zdecydowana jednak większość ludzi (szczególnie tych spotykanych w terenie, gdzie biały człowiek jeszcze nie był, albo bywał bardzo rzadko) okazywała mi wiele gościnności i serdeczności. Spotkanie z babcią Norą, mamą Salome, Seliną czy z Saidimu zostaną w mojej pamięci jako jedne z tych wielkich spotkań człowieka z człowiekiem. Jako spotkania ludzi otwartych, zainteresowanych po prostu drugą osobą, czerpiących wiele radości ze wspólnego kontaktu.

Agnieszka Seget

>> index

 
.


.



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!