|
|
 |
|
|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 21 > Wywiad
Biesłan po wrześniu
Wywiad z Wojciechem Domachowskim – koordynatorem Akcji Biesłan PAH.
Dlaczego zdecydowałeś się wyjechać do Biesłanu?
Właściwie przygotowywałem się do wyjazdu do Czeczenii. Proces wdrażania mnie w arkana Misji Czeczeńskiej PAH trwał od czerwca 2004 roku. W momencie, kiedy wydarzyła się tragedia w Biesłanie, PAH potrzebowała kogoś, kto tam pojedzie. Wypadło na mnie.
Jak długo tam byłeś?
2,5 miesiąca.
Czy to była Twoja pierwsza misja PAH?
Tak, to była moja pierwsza misja PAH.
Co udało się w Biesłanie zrobić?
Akcja Biesłan składała się z dwóch programów.
Pierwszym programem była pomoc dla szpitali w północnej Osetii - trzech szpitali we Władykaukazie i jednego w Biesłanie. PAH sfinansowała zakup sprzętu dla tych czterech szpitali na łączną sumę 50 tys. USD. Moim zadaniem było skontaktować się z dyrektorami szpitali, przedstawić im sprawę i dostać od nich listę zapotrzebowania. Następnie faksem wysyłałem listę do Warszawy, poczym pieniądze z Polski były przekazane na konto naszego lokalnego osetyńskiego partnera - Fundacji Odrodzenie Biesłanu. Z Fundacją nawiązaliśmy współpracę jeszcze przed moim wyjazdem. Musiałem zadbać o to, żeby pieniądze zostały przekazane z konta Fundacji Odrodzenie Biesłanu na konta szpitali. Poza tym kontrolowałem także wydatkowanie środków ofiarowanych przez PAH.

Szkoła w Biesłanie/Wojciech Domachowski
Drugim programem była pomoc indywidualna dla poszkodowanych w Biesłanie - zakup lekarstw, ubrań, sprzętu medyczno-rehabilitacyjnego dla osób indywidualnych. PAH sfinansowała operację okulistyczną jednej dziewczynki oraz przelot dwóch osób na leczenie do Moskwy. Sfinansowaliśmy również zakup 12 aparatów słuchowych dla osób, które były w szkole w czasie eksplozji zamontowanych przez terrorystów ładunków wybuchowych i których słuch (na skutek eksplozji) został uszkodzony.
Akcja Biesłan miała swoją kontynuację w Polsce. 15-letnia dziewczynka, która w czasie zamachu odniosła obrażenia w postaci pękniętej błony bębenkowej w uchu, została zoperowana w Międzynarodowym Centrum Słuchu i Mowy w Nadarzynie. PAH sfinansowała koszty operacji, pobytu i transportu Kristiny U. i jej matki.
Jakie było Twoje pierwsze wrażenie po przyjeździe do Biesłanu?
Biesłan jest brzydkim miastem. Niska zabudowa sąsiaduje z typową architekturą bloku wschodniego. Ulice to głównie błoto. Do tego przygnębiająca aura przełomu listopada i grudnia. Należy także dodać, że cel mojej wizyty również nie dawał powodów do optymizmu. Spotykałem się przecież z ludźmi, którzy nierzadko stracili całą rodzinę.
Jak przyjęli Ciebie mieszkańcy Biesłanu?
Osetyni są bardzo gościnni. Zresztą na całym Kaukazie gości darzy się wielkim szacunkiem. Niektórzy z poszkodowanych nie chcieli przyjąć żadnej pomocy, czasem nie potrzebowali jej. Były też takie przypadki, kiedy ludzie byli pogrążeni w smutku i należało to uszanować i odejść. Ale nawet ludzie, którzy odmawiali przyjęcia jakiejkolwiek pomocy doceniali fakt, że organizacja humanitarna z odległej Polski chce pomóc ofiarom biesłańskiej tragedii.
Czego ta misja Ciebie nauczyła?
Przede wszystkim szacunku dla ludzi – to jest podstawa. Wydaje mi się, że wiele organizacji, prowadząc programy pomocy dla krajów objętych klęską, często traktuje beneficjantów jak nierozumne dzieci. Innymi słowy nie wykorzystuje potencjału lokalnego, co uważam za kardynalny błąd. Szacunek dla tradycji i lokalnych obyczajów na Kaukazie może uratować ci życie. Poza tym ludność lokalna jest najlepszym źródłem informacji, którego nie powinno się lekceważyć.
Jakie są Twoje najbliższe plany?
Niedługo wyjeżdżam na misję PAH do Czeczenii.
Dziękuję za rozmowę.
Z Wojciechem Domachowskim rozmawiała Monika Makowska
>> index
|
|
|
|
|