.
 
 

   [ więcej... ]


logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 20 > Ukraina: wspólna sprawa

Wspólna sprawa

Czy poniżenie i kłamstwo można znosić bez końca? Tak sądzi wielu dyktatorów i oligarchów, którzy na manipulacji budują swoją potęgę. Chyba muszą tak myśleć, bo co innego dałoby im siłę do zdobywania i utrzymywania władzy. Jednak raz na jakiś czas układ się zacina i powstaje problem. Duży problem. Coś takiego stało się pod koniec 2004 roku, tuż za naszą wschodnią granicą.

Bądźmy szczerzy, wielu z nas uważało Ukraińców za zsowietyzowaną, niezdolną do solidarnych działań masę. Masę manipulowaną przez dawnych komunistycznych aparatczyków, wszechmocnych oligarchów, wszelkiej maści mafie. A tu nagle coś takiego. Setki tysięcy ludzi na ulicach, akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa, zorganizowane działania opozycji. I to wcale nie dlatego, że obcięto kolejne dotacje czy poszły w górę ceny energii. Nie. Ukraińcy wyszli na ulicę, bo mieli dość kłamstwa i manipulacji.


fot. Michał Krul

I chyba to przekonało tak wielu Polaków do wsparcia "pomarańczowej rewolucji". To, co działo się na kijowskim Placu Niezależności, przypomniało nam czasy polskiego buntu z lat osiemdziesiątych.

Szybko też daliśmy wyraz swoim odczuciom. Początkowe dowody sympatii w prywatnych rozmowach i komentarzach miały przerodzić się w dość sprawnie zorganizowany ruch społeczny i już wkrótce na polskich placach pojawiły się dziesiątki, setki a nawet tysiące ludzi. "Kijów, Warszawa - wspólna sprawa!”, skandowały tłumy od Gdańska po Kraków.

Kogo i co wspieraliśmy na Ukrainie? Wbrew pozorom nie chodziło o nazwiska i polityczne opcje.

Popieraliśmy chęć Ukraińców do odrzucenia zakłamanego układu, który za wszelką cenę chce utrzymać wpływy. Naszą sympatię wzbudziło to, że w tych zmęczonych walką o byt ludziach obudziła się potrzeba wyrażenia sprzeciwu wobec samowoli władców. Z zahukanych poddanych stawali się obywatelami.

Popieraliśmy ich - mimo wielu zaszłości i niezaleczonych historycznych ran. Do głosu doszły zresztą już nowe pokolenia - polscy studenci wyjeżdżali, by przyłączyć się do "pomarańczowych”, a ich ukraińscy koledzy wraz z tysiącami swych rodaków skandowali "Polszcza, Polszcza!”. Wspieraliśmy Ukraińców. Tak jak wspierano i pamiętano o nas wtedy, gdy na ulicach polskich miast opancerzone transportery "przywracały porządek”. Holendrzy, Niemcy czy Brytyjczycy mogli wzruszyć ramionami. Postąpili inaczej - pomogli nam. Pomogli nam na wiele sposobów i w dodatku ta pomoc trwała długo, niejednokrotnie latami.

Masowe protesty Ukraińców z końca 2004 roku nie zostały spacyfikowane, a ich dążenia zignorowane. Stało się: pokojowa rewolucja w Ukrainie w końcu zatryumfowała. Czy bez wsparcia zagranicznej opinii społecznej (z naszym istotnym udziałem) doszłoby do tego zwycięstwa? Trudno wyrokować. Ale na pewno bez tego wsparcia łatwiej byłoby tamtejszej oligarchii przeforsować swoje cele. A te z demokracją i wolnością dużo wspólnego nie miały.

Oczywiście, życie społeczne to nie opera mydlana. Być może już wkrótce wielu z tych, którzy manifestowali w Kijowie, Lwowie czy Tarnopolu odwróci się od swych dawnych bohaterów. Czas masowego protestu ma często w sobie coś z radosnego pikniku, a nadzieje na radykalne zmiany dodają skrzydeł. Potem przychodzi okres ciężkiej pracy i weryfikowania części założeń, a i ujawniają się zwyczajne ludzkie słabości.

Trzeba też pamiętać, że wydarzenia z końca roku 2004 pokazały - oprócz siły rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego - także rozbicie kraju. Zachód i wschód Ukrainy nie grały na tą samą nutę. Ale to już dłuższa historia i oby porozumienie wzięło górę.

Tak czy inaczej Kijów ma szansę zmienić swój polityczny kurs, a obywatele jednego z największych krajów Europy odzyskać godność. To, że my nie staliśmy z boku wydarzeń, świadczy także o pewnym przełomie w naszej mentalności. My pomogliśmy Ukraińcom, ale i - paradoksalnie - oni trochę nam też pomogli. Dali możliwość pokazania, że poza wyścigiem szczurów i kupowaniem sobie nowych gadżetów coś jeszcze nas obchodzi. I oni i my (a w każdym razie wielu z nas) pokazaliśmy, że są wartości, których nie wolno bezkarnie deptać, że w pewnym momencie obojętność, apatia i ogólne poczucie beznadziei może runąć wyzwalając siłę, która niszczy skorumpowane układy.

Jednak świat nie kończy się na Europie i nawet nie na jej wschodzie. To tylko fragment układanki. Prawda jest taka, że w wielu, jeśli nie w większości krajów świata, "demokracja” to farsa, fałszerstwa wyborcze są powszechne, a odzew opinii światowej na łamanie prawa - nikły. Ilu z nas protestowało, gdy w roku 2003 władze dopuściły się manipulacji i fałszerstw podczas wyborów prezydenckich w Azerbejdżanie, gdy potem policja i służby specjalne brutalnie rozbijały marsze protestacyjne, a dziesiątki osób trafiły do więzień? Niestety, niezbyt wielu. To oczywiście nie umniejsza znaczenia naszego wsparcia dla Ukrainy.

Problem jest poważny: miejsc, gdzie łamane są prawa człowieka, a z procedur demokratycznych czyni się pośmiewisko, jest zbyt wiele. Wciąż zbyt wiele. Ale ci, którzy to czynią muszą mieć świadomość, że nie wszystkim można zamknąć usta. A już na pewno nie da się uciszyć obywateli wolnych państw. I nikt nie zakaże im wyrażania solidarności z prodemokratycznymi rewolucjami - gdziekolwiek by się rozgrywały. My mamy to (nie zawsze doceniane) szczęście należeć do grona wolnych narodów. Ale to też rodzi obowiązki. Nawet jeśli nie zawsze zapisane w urzędowych dokumentach, to przecież wynikające ze zwyczajnego poczucia przyzwoitości. I nie jest to "ingerencja w wewnętrzne sprawy”, a po prostu zwyczajny odruch pomocy dla tych, których machina własnego państwa, zamiast wspierać, gotowa jest niszczyć.

Droga od skorumpowanej republiki bananowej do rzeczywistej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego jest długa i pełna wybojów. My na niej jesteśmy może gdzieś w połowie. Ale Ukraińcy, tak na dobrą sprawę, dopiero tam wchodzą. Pamiętaliśmy o Ukrainie i pamiętajmy o niej dalej. I pamiętajmy też o innych krajach i narodach, które otoczone przez swych władców "demokratycznymi” ozdobami i karmione frazesami nawet nie widzą początku drogi do rzeczywistej demokracji, prawdy, godnego życia i wolności. Być może im też trzeba będzie kiedyś pomóc.

Artur Sałaszewski

>> index

 
.


.



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!