|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 18 > Wolontariusze Seeds of Peace
Europejskie wolontariuszki pokoju
Wywiad z Henrike i Marketą, wolontariuszkami Seeds of Peace, które od kilku tygodni pracują w Nairobi, stolicy Kenii.
Dlaczego zdecydowałyście się ubiegać o wolontariat w Afryce?
Henrike: Ten program interesuje mnie ze względu na kierunek moich studiów, które są związane z działalnością pedagogiczną. Poza tym chciałam sprawdzić się w trudnych warunkach i przygotować lepiej do pracy w Niemczech. Oczywiście bardzo mnie również interesuje kultura Kenii, zwyczaje oraz życie zwykłych ludzi. Mam także okazję sprawdzić swoją znajomość języka angielskiego i pracować z młodymi ludźmi.
Marketa: Mnie ten projekt interesuje, podobnie jak Henrike, ze względu na kierunek studiów. Poza tym pracowałam już przy podobnych projektach w Azji: w Indonezji w szpitalu oraz w obozie dla uchodźców w Kirgistanie. Bardzo interesuje mnie porównanie tych dwóch rzeczywistości, warunków pracy.
Czym się zajmujecie w Seeds of Peace?
Marketa: Zajmujemy się edukacją na rzecz pokoju i pokojowego rozwiązywania konfliktów (peace education). Kiedy przybyłyśmy do Nairobi, tak naprawdę nie wiedziałyśmy, co będziemy robić podczas pobytu w Afryce. Szybko jednak zaangażowałyśmy się w sprawy organizacji i zaczęłyśmy przejmować część obowiązków.
A co dokładnie należy do Waszych obowiązków?
H.: Prowadzimy klub młodzieżowy, organizując spotkania w każdą niedzielę. Przygotowujemy sesje edukacyjne dla szkół i następnie je prowadzimy. Organizujemy czas wolny popołudniami oraz w dni wolne, kiedy młodzież przebywa poza szkołą. Będziemy współorganizować obóz pokojowy (peace camp). Chcemy także zorganizować drugie urodziny naszej organizacji.
M.: Chcemy wymieniać się doświadczeniami z pracy z dziećmi i młodzieżą. Dlatego spotykamy się z pozostałymi wolontariuszami i pracownikami codziennie rano i omawiamy lub oceniamy nasze dotychczasowe postępy. Dzielimy się opiniami często krytycznymi. W planach mamy także opracowanie kilku tematów związanych z edukacją na rzecz pokoju dla szkół, które później mogą być wykorzystane w przyszłej pracy naszych kolegów z organizacji lub przyszłych wolontariuszy. Jeżeli udałoby się nam taką publikację wydać, to mogłaby być ona przydatna dla nauczycieli oraz innych organizacji.
Jakie trudności spotykacie na co dzień?
M.: Przede wszystkim, inne jest tu nastawienie do edukacji niż w naszych krajach. Inne są metody. Tu panuje bardziej autorytarny styl nauczania. Uczniowie nigdy nie mają własnych opinii. Tylko powielają opinie nauczycieli. Nie dzielą się swoimi przemyśleniami i są mało aktywni i niechętnie dyskutują. Obawiają się, że zostaną ukarani, co jest bardzo powszechne w szkołach. To wynika ze złego systemu edukacji. Początkowo obawiałyśmy się, jak zostaną przyjęte nasze opinie i krytyka dotychczasowej pracy. W końcu jesteśmy młodymi, niedoświadczonymi, dziewczynami z Europy. Okazało się jednak, że nasi koledzy są bardzo otwarci i przyjmują naszą krytykę jako coś pozytywnego.
A jak wygląda Wasze życie?
H.: Mieszkamy w dzielnicy Lucky Summer, graniczącej ze slumsami Korogocho, we wschodniej części Nairobi. Mieszkamy zaraz obok biura, dzięki czemu żyjemy w tych samych warunkach co dzieci i młodzież, z którą pracujemy. Mamy podobne problemy jak one. Mimo, że mieszkamy w ubogiej dzielnicy, mamy dość dobre warunki. Woda, co prawda tylko zimna, prysznic, toalety. Nie mamy ani lodówki, ani telewizora. W nocy budynku pilnuje strażnik, ponieważ okolica jest bardzo niebezpieczna. Po zmroku (godzina 18-19) nie wychodzimy z domu.
Jakie są Wasze dotychczasowe wrażenia z pobytu w Afryce?
H.: Jesteśmy dumne, że umiemy sobie radzić w Afryce w takich trudnych warunkach i że możemy wiele wnieść od siebie.
M.: Każdego dnia uczę się więcej, niż na uniwersytecie przez rok. Cieszy mnie to, że jesteśmy dobrze przygotowane i dobrze sobie radzimy.
Z wolontariuszkami rozmawiał Kordian Kochanowicz
>> index
|
|
|