|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 18 > Felieton Janki Ochojskiej
Kampania Milenijne Cele Rozwoju: czas pomóc innym
W 2000 roku na szczycie ONZ Polska podpisała Deklarację Milenijną, przyjmując na siebie zobowiązanie realizacji Milenijnych Celów Rozwoju.
 Janina Ochojska/foto: archiwum PAH |
Do czego się zobowiązaliśmy: do zmniejszenia głodu i ubóstwa, do umożliwienia edukacji dzieciom, do rozwoju równego dostępu do zdrowia, do walki z chorobą AIDS, do ochrony środowiska i w reszcie do budowania partnerstwa między narodami na rzecz rozwoju. Co z tego uczyniliśmy tym najbiedniejszym? Nie w naszym kraju. W tych 146 krajach biedniejszych od naszego.
Mimo ogromnych obszarów biedy w Polsce, mogę z pewnością powiedzieć, że my mamy w naszym kraju gwarancję nietykalności naszych podstawowych praw i że nam osobiście nie grozi upokarzające życie w slumsach, śmierć z głodu czy z braku wody. Ale czy każdy człowiek na ziemi może powiedzieć o sobie to samo?
Przypominam dobrze znane fakty: co 4 sekundy ktoś na naszej ziemi umiera z głodu (czyli ponad 20.000 osób dziennie), co 1 minutę z powodu braku odpowiedniej opieki umiera jedna kobieta w ciąży (czyli 1440 kobiet dziennie), dzisiaj umrze kolejne 6 tys. dzieci z powodu braku dostępu do pitnej wody, a według danych Światowej Organizacji Zdrowia około 1,1 miliarda ludzi nie ma dostępu do wody pitnej. 20 proc. mieszkańców naszego globu żyje za mniej niż 1 dolara dziennie. Co piąte dziecko na świecie nie chodzi do szkoły, a 11 mln dzieci umiera rocznie na uleczalne choroby. Takich strasznych liczb można by podać więcej. Wiele krajów jest dewastowanych przez wojny i czystki etniczne, w innych krajach ludzie cierpią z powodu systemów totalitarnych.
Czy to nie uwłacza ludzkiej godności, czy to nie uwłacza naszej godności i czy z tą świadomością możemy spokojnie żyć? Co z naszymi sumieniami? Popatrzmy jaki świat stworzyliśmy i jaką przyszłość przygotowujemy kolejnym pokoleniom. Co wnosimy w to nowe Milenium? Życie w takich warunkach, w takim świecie, będzie dla naszych dzieci i wnuków bardzo trudnym zadaniem.
Tak, my Polacy, żyjąc teraz we Wspólnej Europie możemy patrzeć z nadzieją na przyszłość, nawet jeżeli przed nami jeszcze trudna droga. Ale czy to samo może powiedzieć o sobie mieszkaniec Groznego zagrożony nocnymi obławami, żyjący wśród ruin lub w piwnicach, którego dzieci są codziennie zagrożone minami, uczą się w zrujnowanej szkole i znają tylko rzeczywistość wojenną? Nastolatkowie w Czeczenii przeżywają już drugą wojnę w ich krótkim życiu. Zastanawiam się, jaka będzie ich przyszłość, jeżeli nie pomożemy im doświadczyć choć trochę normalności: wody, którą można pić bez obaw, bezpiecznej ulicy do spacerowania, klasy z oknami i ścianami, w której można się uczyć i marzyć o bezpiecznej przyszłości.
Czy może to o sobie powiedzieć Faranas z Afganistanu, której matka straciła prawa rękę (jest nauczycielką rysunku) podczas bombardowania, a dziewczynka straciła słuch. Jej matka wie, że gdy zabraknie rodziców, Faranas będzie musiała żyć z żebractwa.
A "night commuters" - dzieci z Gulu w Ugandzie - jedynym z niewielu miejsc, gdzie można uciec przed porwaniami z północnych dystryktów Ugandy? Czy wiecie, dlaczego są porywane przez rebeliantów? Bo dziewczynka, która nie ma jeszcze 12 lat, nie niesie ryzyka zarażenia się AIDS przez gwałcicieli, a chłopiec w wieku 12 lat daje się łatwo zastraszyć i siłą można na nim wymusić posłuszeństwo, wrogość, nienawiść i zależność. Stają się dobrymi fighterami. Dzieci, którym uda się uciec do prowincji Gulu i przeżyć do 18 roku życia, mają już większą szansę.
A Shirwa z Tanzanii, zmuszona w wieku 9 lat do prostytucji, po śmierci swojej matki, kiedy musiała szukać pracy jako posługaczka w bogatych rodzinach? A dzieci i dorośli w Somalii, Izraelu i Palestynie, Liberii, Iraku, Sierra Leone, Darfur itd? Lista jest długa. Czy oni mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość? To nie są wydumane przykłady. To przykłady z naszej pracy.
My Polacy - muszę to powiedzieć z ogromnym smutkiem i zażenowaniem - często nie mamy prawdziwego obrazu świata i nie mamy świadomości zobowiązań wobec najbiedniejszych tego świata. A przecież każdy z nas, KAŻDY ponosi odpowiedzialność za to, co dzieje się w świecie, również my.
Wierzę, że każdy z nas może zrobić bardzo wiele i że to od nas zależy, jaki będzie świat. czyniąc zło, możemy też to zło naprawiać poprzez czynienie dobra. Dysponujemy ogromną siłą i używając jej umiejętnie, możemy uczynić nasz świat lepszym. Do tego chcę Was wszystkich namówić. dziennikarzy, pracowników różnych organizacji, nasze społeczeństwo, nasz kraj.
Pomyślmy o tym, co możemy sobie dawać nawzajem. Zastanówmy się, co każdy z nas może zrobić, żeby zniwelować ogromne różnice pomiędzy bogatą Europą a krajami Południa (krajami rozwijającymi się). Przede wszystkim bądźmy solidarni. Słowo "Solidarność" zawsze będzie kojarzyło się z Polską. Wprawdzie w aspekcie politycznym, ale teraz to właśnie my, Polacy, powinniśmy nadawać jej sens ogólnoludzki. Być solidarnymi, to znaczy czuć się odpowiedzialnymi za losy i rozwój świata.
Mówiąc o winie i odpowiedzialności, mam na myśli moje przekonanie, które wypływa z doświadczenia, że każda indywidualna opinia o sytuacji danego kraju lub grupy ludzi wpływa pozytywnie lub negatywnie na ich los. Opinia o tym, że Czeczeni są terrorystami, wpływa na fakt bardzo małej pomocy dla umęczonej wojnami ludności cywilnej. I tak dzieje się w wielu przypadkach, kiedy stereotypy niszczą współczucie i zrozumienie, a co za tym idzie, chęć pomocy i przeświadczenie, że ta pomoc jest możliwa. Dlatego nie bójmy się tej trudnej wiedzy o tym, co się w świecie dzieje.
Bądźmy solidarni. Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na świecie i że Polska jest rajem dla 1,2 mld najbiedniejszych mieszkańców świata, o którym marzą i do którego chcieliby dotrzeć. Natomiast dla 40 mln Polaków kraje Południa są ziemią nieznaną. Ludzie w tych krajach potrzebują naszego zainteresowania i naszej pomocy.
A praktycznie, co to dla nas oznacza?
1. niech dziennikarze poświęcają problemom krajów rozwijających się więcej miejsca w swoich mediach. Niech przyczynią się do budowania świadomości polskiego społeczeństwa
2. postarajmy się wiedzieć jak najwięcej o problemach krajów rozwijających się. Pomoc i współpraca to nie tylko pieniądze, to również wiedza i wolontariat
3. niech każdy z nas przeznaczy ze swojego dochodu 3 zł miesięcznie czyli 36 zł rocznie (stać na to każdego, a bogatsi mogą dać więcej), za które można po kolei, krok po kroku rozwiązywać problemy najbiedniejszych
4. pamiętajmy o możliwościach, które istnieją: 1 proc. od podatków i odpis na darowizny od osób fizycznych (350 zł) oraz firm (10 proc. od podstawy opodatkowania)
5. wyznaczmy sobie konkretne cele - nie tylko w rodzaju wyżywienia uchodźców w Darfurze (to też jest potrzebne), ale takie cele, które na stałe rozwiążą problemy konkretnych grup ludzi
6. zróbmy składkę, jak Jurek Owsiak, raz do roku na cele rozwojowe, pokażmy, że Polska jest krajem wspaniałym i solidarnym, potrafiącym mądrze pomagać
7. budujmy wizerunek Polski odpowiedzialnej i wrażliwej
8. nauczmy się wykorzystywać dostępne środki unijne i międzynarodowe oraz stwórzmy mechanizm współfinansowania ze środków budżetowych
Janina Ochojska
>> index
|
|
|