.
 
 



logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 17 > Janka Ochojska dla "Pomagamy"

Polska Akcja Humanitarna na pomoc Sudanowi?

Od wielu miesięcy na www.pomagamy.pl ukazują się informacje o Sudanie a szczególnie sytuacji w prowincji Darfur, gdzie od lutego 2003 r. mają miejsce czystki etniczne.

Janina Ochojska
Foto: archiwum PAH, Janka Ochojska
Darfurze i na południe od Nayala trwają nadal, co powoduje dalszy eksodus ludzi uciekających przed wojną. Bardzo poważnym problemem dla uciekinierów stają się choroby, przede wszystkim biegunki i malaria. Głównym ich powodem jest bardzo zła sytuacja sanitarna (tysiące ludzi koczuje na terenach pozbawionych jakichkolwiek urządzeń sanitarnych) oraz coraz bardziej utrudniony dostęp do opieki medycznej i leków. Sytuacja jest jeszcze Przemoc w Darfurze nie ustaje. Według informacji z ostatniego tygodnia walki w zachodnim tragiczniejsza w przypadku osób przebywających z dala od miejskich skupisk. Pomoc, ze względu na odległość, porę deszczową i brak środków transportu prawie nie ma szans do nich dotrzeć.

Wstrząśnięci sytuacją w Darfur postanowiliśmy rozpocząć zbiórkę pieniędzy na pomoc dla Sudanu oraz wysłać misję rozpoznawczą, której celem byłoby określenie rodzaju i zakresu potrzebnej pomocy oraz założenie stałej misji. Polska Akcja Humanitarna przystąpiła do zbierania informacji na temat sytuacji, potrzeb i możliwości udzielenia pomocy w Darfur.

Zebrane informacje pozwoliły nam ustalić wstępne koszty udzielenia pomocy w Sudanie. Na zapewnienie samej logistyki potrzebne są ogromne nakłady finansowe. Według szacunków koszt pobytu dwóch osób, które zajęłyby się przygotowaniem pracy związanej z samym niesieniem pomocy to około 12 tys. USD. Suma ta nie obejmuje jakiejkolwiek rzeczywistej pomocy niesionej wygnanym z domów mieszkańcom Darfur! Suma ta to tylko cześć kosztów koniecznych przygotowań do pracy w tym trudnym terenie. Nie obejmuje zakupu środków transportu, łączności i innych koniecznych do prowadzenia operacji humanitarnej narzędzi.

Założenie misji w Sudanie, dzięki której PAH mogłaby rozpocząć bezpośrednie działania pomocowe, wymaga załatwienia wielu, bardzo czasochłonnych formalności.

Konkretnie wygląda to tak: Pierwsza osoba powinna przyjechać do Sudanu (jeśli dostanie wizę z czymś w rodzaju rekomendacji ambasady dla organizacji. Wtedy, na miejscu w Chartumie trzeba rozpocząć proces rejestracji. Proces ten trwa normalnie miesiącami, trzeba setek podpisów i papierów. Teraz, póki ważny jest "90-dniowy plan" ma to trwać max.10 dni, ale takiej organizacji jak Medecin du Monde zabrało to dwa miesiące. Kiedy się już zostanie zarejestrowanym, można otrzymać wizy dla reszty ekipy. Potem trzeba zrobić rozpoznanie i po ustaleniu, co się chce robić trzeba podpisać "Porozumienie techniczne" z odpowiednim ministerstwem odpowiedzialnym za sektor, w którym się chce pracować. To może być łatwe, albo bardzo skomplikowane, w zależności, jakie się udało nawiązać stosunki w Chartumie. Potem trzeba setek pozwoleń, żeby rozpocząć działalność, przywieźć dobry sprzęt, żeby móc się poruszać, itd. Wszystkie te procedury zmieniają się cały czas. Docierają informacje, że teraz ma być dużo łatwiej i szybciej (90-dniowy plan), ale na razie nie mają potwierdzenia.

W zwišzku z tym, trudno cokolwiek planować, póki: nie jest się zarejestrowanym, nie jest się na miejscu, by dogadać się zarówno z tutejszymi władzami, jak i z NGOs (organizacjami pozarządowmi). Zdajemy sobie sprawę, że Polska Akcja Humanitarna nie ma takiego zaplecza logistycznego, finansowego i ludzkiego, jakim mogą dysponować duże organizacje europejskie jak Medecins du Monde czy Oxfam. Dobra wola czasami nie wystarcza, trzeba móc rozeznać potrzeby, znać swoje możliwości i w odpowiedni, skoordynowany sposób odpowiedzieć na potrzeby ludzi. Czy jesteśmy w stanie zebrać tyle środków, żeby takiej pomocy udzielić?

Społeczeństwo polskie wie niewiele na temat sytuacji w Sudanie. Słowo "Darfur" niewielu cokolwiek mówi. Media też poruszają temat w małym zakresie, więc nie ma szansy na zbudowanie solidarności z ofiarami wojny w Sudanie, co przekłada się na niemożność zebrania znacznej sumy.

Mimo to, nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli pozostać obojętni. Kto nam pomoże?

Janina Ochojska

Relacja z Medecins du Monde

Napisała do nas Kasia, która pracuje w Medecins du Monde w Nayali, w obozie Kalma, gdzie koczuje 76 tys. osób. Założyli w obozie przychodnię (7 namiotów) i szpital (5 namiotów plus izolatka). ..."Mówi się o milionie, półtora przemieszczonych osób, w regionie zamieszkanym normalnie przez ok. dwa miliony osób. Brzmi to niewyobrażalnie, na myśl przychodzą ogromne obozy i koczowiska ludzkie (takie też są zdjęcia w gazetach). Wydaje się, że wystarczy po prostu zebrać pieniądze, wysłać kilka osób, trochę sprzętu i zacząć działać. Jednak, trzeba zrozumieć jedną recz: sama prowincja Darfur jest chyba trzy razy większa niż Polska, jakkolwiek zamieszkała przez ok. dwa miliony ludzi. Część przemieszczonych rzeczywiście znajduje się w dużych obozach. Tymi obozami zajmują się już organizacje pozarządowe (Oxfam, MDM, MSF, CARE i inne), kóre przybyły do Darfur jako pierwsze - to zrozumiale, potrzeby tam były olbrzymie, nie trzeba było daleko szukać. Jednak reszta przemieszczonej ludności jest pochowana w małych miasteczkach, 2 tys. tu, 3 tys. tam. Tam są pewnie dziś największe potrzeby... ale chyba z tym trzeba będzie poczekać na koniec pory deszczowej, która właśnie (z dużym opóźnieniem) się rozpoczęła. Tereny te są właściwie niedostępne. Chyba, że się ma naprawdę duże możliwości logistyczne. Ekipa Medecins du Monde wybrała się na rozpoznanie do Kubum, Um Duhum i dalej aż do granicy z Czadem (około 300 km), 12 godzin w jedną stronę, 3 dni potrzebowali, żeby wrócić..."

Jak europejskie organizacje pomagają w Sudanie? Sprawdź:



>> index

 
.


.



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!