.
 
 

   [ więcej... ]


logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 16 > Wywiad

Intensywoność doznań

Wywiad z Kają Wiślińską i Marcinem Dźwigalskim

Kaja Wiślińska - koordynator Programu w dziale Misji zagranicznej w Polskiej Akcji Humanitarnej

Marcin Dźwigalski - Szef Misji w Iraku z Polskiej Akcji Humanitarnej

Dlaczego zdecydowaliście się na wyjazd do Iraku?

Kaja: Jest to moja praca, jestem w PAH od 5 lat. Od samego początku związana jestem z misjami zagranicznymi. To jest konsekwencja kiedyś podjętej decyzji. Irak nie był moją pierwszą misją, ale był to najdłuższy wyjazd. Wcześniej byłam kilka razy w Kosowie a potem była m.in. Czeczenia.

Marcin: Zdecydowałem się z wielu różnych powodów m.in. aby zrobić coś dla innych, chęć poszerzenia swego doświadczenia życiowego i zawodowego. Jak również pociągał mnie element przygody w tym wszystkim.

Czym misja w Iraku różniła się od pozostałych twoich misji?

Kaja: Była najcięższa oraz najdłuższa. Bardzo intensywna praca i brak swobody poruszania się. Pobyt w Iraku był chyba najciekawszy od innych moich wyjazdów. Miałam najwięcej kontaktów, że społecznością lokalną w Iraku, mimo bariery językowej. Mieliśmy wspaniałego tłumacza, był naszą prawą ręką i przewodnikiem. Bez niego połowy rzeczy byśmy nie zrobili. On nam pomagał i tłumaczył wszystkie rozmowy z Irakijczykami.

Jak długo byliście w Iraku?

Marcin: Byliśmy 10 miesięcy. Marcin od 20 lipca 2003 do 8 kwietnia 2004, Kaja od połowy sierpnia 2003 do połowy kwietnia 2004.

Czym tam się zajmowaliście?

Marcin: Byłem Szefem Misji i ponosiłem odpowiedzialność za wszystko. Głównie chodziło o zarządzanie ludźmi, przygotowanie i rozpoznanie terenu i potrzeb oraz pisanie projektów.

Co udało się wam w Iraku zrobić?

Marcin: Udało się nam zrealizować w sumie 43 projekty. W tym remont 16 szkół, budowa 8 nowych szkół, rehabilitacja i wyposażenie 7 centrów dla dzieci i młodzieży, odbudowa 6 instalacji wodnych. Również takie drobne projekty w postaci dystrybucji ubrań i lekarstw.

Jakie były wasze relacje z Irakijczykami?

Kaja: Relacje były pozytywne. My nie spotkaliśmy się z żadną wrogością nawet w tych ostatnich tygodniach, gdy sytuacja bardzo się pogorszyła. Wydaje mi się, że na początku relacje były cieplejsze, bardziej otwarte, więcej przyjaźni nam okazywali. To wiązało się chyba z dużym zainteresowaniem nami jako " białymi ludźmi " niż z pomocą, jaką my nieśliśmy. Na wsi byliśmy bardzo żywiołowo witani, zwłaszcza przez dzieci. Mieliśmy bardzo dobre stosunki z sąsiadami, przejmowali się nami, dbali o nas i jak było pogorszenie sytuacji to nas ostrzegali. Radzili czy można wyjechać z miasta czy nie. Zwłaszcza, że my byliśmy odcięci od wszelkich środków komunikacji. Nie mięliśmy telewizora ani radia. Z internetu korzystaliśmy w miejscach publicznych. Gdy siedzieliśmy w domu, nie wiedzieliśmy, co się dzieje dwie ulice dalej. Oni byli takim naszym oknem na świat.

Marcin: Na początku relacje były bardzo dobre. Z dużą uprzejmością nas witali i oczekiwali na nasz przyjazd. Z czasem to się trochę zmieniło, bo tak naprawdę czuli się rozczarowani wolnością, która im została dana. Ta wolność nic za sobą nie niosła. Jak nie mieli prądu, tak nie mieli dalej, wody wcześniej, nie mieli i teraz też. Tyle, że stało się coraz bardziej niebezpieczniej. Dla przeciętnego Irakijczyka dużo się na lepsze to nie zmieniło. Byli coraz bardziej rozczarowani i to się przekładało na stosunki z nami. Byli coraz bardziej neutralni.

Czy Irakijczycy starali się wam pomagać?

Marcin: Ci najbliżsi tak. Zapewniali nam jedzenie, kierowca dbał o to, aby był co jakiś czas zmieniany samochód, abyśmy mieli arabskie ciuchy, w których łatwiej się poruszać w Iraku. Były takie drobne przysługi, widać, że niektórzy starali się nam pomoc.

Jak wyglądały wasze ostatnie miesiące?

Kaja: Zdecydowanie zwolniliśmy tempo pracy i raczej więcej siedzieliśmy w domu. Większość prac realizowaliśmy przez naszego tłumacza. On sam to sugerował, chodziło również o jego bezpieczeństwo. Gdy jeździliśmy poza miasto, przebieraliśmy się, ja zakładałam czarną abaję, pewnego rodzaju pelerynę, Marcin wkładał na głowę arafatkę.

Marcin: Większą uwagę przywiązywaliśmy do tego jak podróżujemy, do zmiany samochodów i odpowiedniego ubrania.

Jak byście określili obecną sytuację w Iraku?

Kaja: Na pewno sytuacja jest ciężka, media pokazują tylko jedna stronę. Gdy byliśmy w Iraku, to widzieliśmy, że media skupiają się tylko na relacjach z walk, wybuchów czy zabójstw. Trzeba sobie zdać sprawę, że tam się toczy normalne życie, są dwie strony sytuacji. Jest teraz o wiele bardziej niebezpieczniej, ale życie toczy się dalej. Tylko warunki funkcjonowania się trochę pogorszyły i to nam by nie pozwalało tak efektywnie pracować, jak byśmy chcieli, stąd też decyzja o powrocie do Polski.

Marcin: Sytuacja w Iraku jest niestabilna i kompletnie nieprzewidywalna.

Jak wspominacie swój pobyt?

Kaja: Ja cały czas żyję tym co tam zostawiłam i co przeżyłam. To było 10 miesięcy intensywnej pracy. Mam jeszcze nadzieje na powrót do Iraku, ale na razie nie wiadomo.

Marcin: Najciekawsze doświadczenie w moim życiu.

Co najlepiej wspominacie?

Marcin: Intensywność doznań i bardzo duże doświadczenie. Codziennie się czegoś nowego uczyłem. Uczyłem się nowych rzeczy, które mnie bardzo wzbogaciły.

Co najgorzej wspominacie?

Kaja: Ciężko zniosłam ograniczenie swobody poruszania się. Był również inny stosunek Irakijczyków do kobiet, niż my jesteśmy przyzwyczajeni w naszej kulturze.

Czego nowego się nauczyliście?

Marcin: Nauczyłem się lepiej układać sobie relacje z ludźmi i z pracownikami.

Dziękuję za rozmowę.

Z Kają Wiślińską i z Marcinem Dźwigalskim rozmawiała Monika Makowska

>> index

 
.


.



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!