|
Jesteś tu:
Strona główna > Numery > Numer 15 > Turkmienistan
Turkmenistan - kraj, w którym dramat przeplata się z groteską
Kult jednostki, niemal zupełne zdławienie opozycji, brak wolnych mediów. Pustynny Turkmenistan funkcjonuje z dala od kamer światowych stacji telewizyjnych. Czy dlatego Saparmurad Nijazow może liczyć na przyzwolenie dla swej dyktatury?
Folwark Turkmenbaszy
Kilkunastometrowej wysokości pomnik lśni złotem. Wódz ma lekko wzniesione ręce i spogląda w przyszłość. Wraz ze zmianą pozycji słońca i on zmienia swoje usytuowanie. Myśl inżynieryjna zrobiła postępy. Józef Stalin na takie cuda techniki nie mógł liczyć, Saparmurad Nijazow - owszem.
Demokrata Nijazow
Kraj, którym włada Nijazow w większości pokrywa pustynia Kara-Kum. Niegdyś stanowił on część południowych rubieży Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Granicząc z Iranem i Afganistanem był "miękkim podbrzuszem" imperium.
Początek niezależnego bytu tej pustynnej krainy wiąże się z końcem ZSRR, kiedy to na jego gruzach powstawały nowe państwa i mniej lub bardziej niezależne politycznie. Proces ten nie ominął Azji Zachodniej i Środkowej, gdzie często bardziej siłą historycznego przymusu niż wolą narodów narodziły się niepodległe kraje. Jednym z nich była dawna Turkmeńska Socjalistyczna Republika Radziecka. Deklarację niepodległości ogłosiła w październiku 1991 roku. Nowe państwo przyjęło nazwę Republiki Turkmenistanu, a jego pierwszym prezydentem został Saparmurat Nijazow, który już w czasach radzieckich trzymał tam stery rządów.
Upadek Imperium był dramatem dla wielu 'ludzi radzieckich". Ich wielka sowiecka ojczyzna uległa rozdrobnieniu, symbole zostały wyrzucone do muzeów, autorytety podważone. Jednak miliony innych krach "Sojuza" przyjęły z nadzieją uznając, że oto nadchodzi czas wolności.
Szybko jednak okazało się, że rzeczywistość społeczno-polityczna jest bardziej skomplikowana, a już na pewno w części azjatyckiej dawnego imperium. Marzyciele mieli prawo się zawieść. Szybko zresztą zeszli ze sceny. Na ich miejsce mieli wejść nowi, choć tak naprawdę starzy aktorzy - Alijew w Azerbejdżanie, Nazarbajew w Kazachstanie, Akajew w Kirgizji, wreszcie Nijazow w Turkmenistanie. Koledzy ze szczytów władzy upadłego mocarstwa. Dawni funkcjonariusze Kompartii szybko pochowali dawne legitymacje. Niektórzy sięgnęli po Koran. Jednak najchętniej i najszybciej - po książeczki czekowe. Przy okazji zaczęli także używać słowa "demokracja".
Saparmurat Nijazow także nie brzydził się tym słowem. Nawet swoją partię nazwał stosownie - Demokratyczna Partia Turkmenistanu. Co o "demokratyzmie" Nijazowa mają do powiedzenia organizacje broniące praw człowieka? Ano różne rzeczy. Human Rights Watch : "Rząd Turkmenistanu pozostaje jednym z najbardziej represyjnych na świecie. Saparmurat Nijazow jest dożywotnim prezydentem. Nie toleruje żadnej opozycji i miażdży jakikolwiek przejaw krytyki. Od momentu uzyskania niepodległości od Związku Radzieckiego nie odbyły się tam jakiekolwiek krajowe wybory, które mogłyby być uznane za wolne i uczciwe".
Amnesty International : "Pomimo, że Turkmenistan ratyfikował kilka traktatów ONZ dotyczących praw człowieka, żaden protest nie może zostać wyrażony bez reperkusji, wszystkie media są kontrolowane przez państwo, żadne grupy broniące praw człowieka nie mogą otwarcie działać w kraju, a doniesienia o torturach i złym traktowaniu zatrzymanych powtarzają się".
Kochajcie prezydenta
Saparmurat Nijazow chciał być kochany przez swój lud. W zasadzie nie dał mu w tym zakresie dużego wyboru. Turkmeni mieli go wielbić i już. Zatem kto ma ochotę na podróż w czasie i chce zobaczyć, czym jest kult jednostki w działaniu, z pewnością powinien udać się do Turkmenistanu. Podobne atrakcje oferuje niewiele już państw.
Nijazow przyjął tytuł Turkmenbasza czyli "przywódca wszystkich Turkmenów". Od tego momentu słowo to zaczęło pojawiać się w nazwach szkół, lotnisk a nawet jednego z miast, które na tą okoliczność porzuciło swe dawne miano. Olbrzymie portrety wodza wiszą w każdym większym skupisku ludności. Nie brak również jego pomników. Na jeden z nich natknąć się można nawet na środku pustyni Kara Kum. Oblicze Nijazowa zdobi lokalną walutę. Wódz podjął też próbę wprowadzenia nowych nazw dla dni tygodnia i miesięcy, co stało się kolejną, dobrą okazją do uwiecznienia w nich siebie i swej matki. O tej ostatniej Saparmurad zresztą nie zapomina i przy innych okazjach dbając, by na różne sposoby przybliżyć jej postać ludowi. Jednym z przejawów kultu jest wznoszenie pomników także i jej - towarzyszy na nich synowi - prezydentowi. Ubiegły, 2003 rok władze ogłosiły "Rokiem turkmeńskiej bohaterki Gorbansoltan-edzhe, Matki Pierwszego i Wiecznego Prezydenta Turkmenistanu, Saparmurata Turkmenbashy".
Uwielbienie dla wodza dotyczy nie tylko kwestii symboliki. Cały system edukacyjny oparty jest o indoktrynację. Wiele podręczników składa się głownie z artykułów i wypowiedzi prezydenta, a jego biografia stanowi zalecanš lekturę w szkołach i uczelniach.
Kult Nijazowa wydaje się po prostu kabaretem politycznym. Ale to przedstawienie rozgrywa się naprawdę. W Turkmenistanie funkcjonuje dyktatura. Za przeciwstawienie się jej grożą prawdziwe, a nie kabaretowe kary.
Kraj bez opozycji
Jedna z mroczniejszych odsłon łamania praw człowieka w Tutkmenistanie dotyczy działalności policji i tajnych służb. Wiele wskazuje na to, że stosują one tortury, w tym duszenie za pomocą plastikowych toreb, bicie pałką, oraz pozbawianie snu i pożywienia. Pojawiły się też doniesienia o wstrzykiwaniu zatrzymanym narkotyków.
Najwięcej sygnałów o takich faktach nadeszło wkrótce po nieudanym zamachu na Nijazowa w listopadzie 2002 roku. Czy zamach był faktem, czy tylko wymysłem propagandy nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że i tak zły stan przestrzegania praw człowieka w wyniku tych wydarzeń jeszcze się pogorszył. Do aresztu trafiły wówczas dziesiątki osób. Ponad pięćdziesiąt zostało oskarżonych w związku z atakiem. Wśród aresztowanych znalazły się rodziny emigracyjnych polityków. Doszło też wówczas do wyemitowanej przez rządowš telewizję "samokrytyki". Jeden ze skazanych mówił o działaniu z niskich pobudek, a siebie i wspólników nazwał "zwyczajnymi kryminalistami i narkomanami". Odpowiedzi opozycji na takie oskarżenia nie było. Bo być nie mogło.
Jednym z problemów Turkmenistanu jest praktyczny brak ruchów kontestujących reżim. Niezależne partie polityczne nie mają prawa funkcjonować w Turkmenistanie. Opozycja została zdławiona zanim jeszcze na dobre zaistniała, czyli na początku lat dziewięćdziesiątych. Jej przedstawiciele zostali zmuszeni do emigracji lub pozbawieni wolności. Większość została z czasem wypuszczona jednak doświadczenia więzienne i ciągły nadzór tajnych służb zrobiły swoje. Ludzie ci w większości wybrali milczenie. Ci nieliczni, którzy próbują występować przeciw dyktaturze nie mogą liczyć na wsparcie niezależnych krajowych organizacji obrony praw człowieka. Te w Turkmenistanie po prostu nie istnieją. Brak także wolnych mediów, które mogłyby nagłaśniać działania wolnościowe. Co więcej władze ograniczają i kontrolują dostęp do Internetu.
Brak wolności i autorytarne ciągoty widoczne są na wielu polach życia społecznego w Turkmenistanie. Objęły one także kwestie religijne. Jedynymi wyznaniami, które mogą swobodnie funkcjonować jest sunnicki Islam i rosyjskie prawosławie. Zwolennicy innych religii muszą liczyć się z możliwożcią pociągnięcia do odpowiedzialności karnej, pobicia przez "nieznanych sprawców" czy deportacji. Ich świątynie mogą być zburzone. Do więzień trafiają też osoby, które odmawiają służby wojskowej ze względu na przekonania.
Nijazow ma szczęście, jeśli tak można to określić. Jego kraina praktycznie nigdy nie przeszła przez okres rządów demokratycznych, jak zresztą większość tego obszaru. Trudno zatem odwoływać się do wspomnień i sentymentów. Czy jednak Turkmenbasza może spać spokojnie w czasach kiedy runęło już tyle pomników?
Upadek Związku Radzieckiego mógł oznaczać kres dyktatury i dla wielu narodów faktycznie oznaczał. Jednak wśród nowych państw, które na gruzach imperium powstały są i takie, które jedną dyktaturę zamieniły na drugą. Dotyczy to też Turkmenistanu - kraju gdzie dramat przeplata się z groteską.
Artur Sałaszewski
>> index
|
|
|