.
 
 

   [ więcej... ]


logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 13 > Kuba Strzyczkowski - wywiad

Szukam okazji do życia

Kuba Strzyczkowski, dziennikarz radiowej "trójki", autor audycji "Za i przeciw". W wywiadzie dla "Pomagamy" opowiada o tym, jak sam pomaga innym.

Kiedyś prowadziłeś na antenie "trójki" aukcję "Pisanki", co było przedmiotem tej szczególnej licytacji?

Kuba StrzyczkowskiByła to tradycyjna akcja charytatywna, w której pomagaliśmy Polskiej Akcji Humanitarnej. Co roku pani Janka Ochojska przynosi nam do radia pisanki, które później w czasie aukcji licytujemy. Namalowane one są przez polityków, dziennikarzy, prezenterów telewizyjnych, aktorów, reżyserów. Wśród nich kiedyś była m.in. pisanka Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz. Wspaniała akcja i muszę się przyznać, że ilekroć Janka dzwoni w takich sprawach, jakoś nie mam siły odmówić, w związku z tym zawsze te licytacje prowadzę. Aczkolwiek boję się, że powoli będę kojarzony właśnie ze wszelkiego rodzaju akcjami charytatywnymi, a robię także inne rzeczy. Mam nadzieję jednak, że nie będę zakwalifikowany li tylko jako specjalista od licytacji. Natomiast staramy się w "trójce", jak możemy Polskiej Akcji Humanitarnej i nie tylko, pomagać.

Takich aukcji prowadziłeś na antenie zdaje się kilka?

Największe licytacje, które miałem okazję prowadzić były związane z Polską Akcją Humanitarną i Towarzystwem "Nasz Dom", którym "trójka" się opiekuje. Towarzystwo prowadzi niezwykłą działalność, opiekując się rodzinnymi domami dziecka w Polsce. Kilkakrotnie miałem okazję te domy odwiedzić, rozmawiać z mieszkającymi tam rodzicami, dziećmi. Jest to wspaniały pomysł, godny najwyższego szacunku i wszelkiej pomocy. Dlatego nie miałem problemów z decyzją, czy takie aukcje prowadzić, aby im pomóc. Natomiast jeżeli chodzi o Polską Akcję Humanitarną, wielokrotnie zbieraliśmy dary od słuchaczy programu III, m.in. kiedy konwoje były wysyłane w świat. Pomagaliśmy też kilka razy dzieciom w Polsce, organizując dla nich wakacje wspólnie z PAH i Fundacją SOS.

Jedną z takich akcji jest "Pocztówka do Św. Mikołaja"?

"Pocztówka do św. Mikołaja" związana jest z Towarzystwem "Nasz Dom" i odbywa się co roku. Sprzedajemy pocztówki i prowadzimy licytację różnych przedmiotów podarowanych nam przez ludzi kultury, sztuki, telewizji, radia. Jest to niesamowita akcja. Któregoś roku szczególne wydarzenie zapisało mi się w pamięci. Zbigniew Preisner podarował "trójce" bardzo prestiżową nagrodę - "Srebrnego Niedźwiedzia", którą zdobył na festiwalu w Berlinie za muzykę do filmu Krzysztofa Kieślowskiego. Po tę nagrodę wystartowały poważne firmy. Licytacja była naprawdę zażarta i tą, która w końcu go kupiła był Plus GSM. Należą się jej ukłony za niebagatelną sumę, prawie 90 000 zł, które wpłynęły oczywiście na konto Towarzystwa "Nasz Dom", pomagając bezpośrednio dzieciom.

Co możesz powiedzieć na temat akcji charytatywnych w ogóle, w których "trójka" bierze udział?

Zawsze ilekroć zwracam się do słuchaczy, mając coś do zlicytowania, czy do sprzedania albo proszę ich o jakieś wsparcie, tylekroć boję się, że za którymś razem się zbuntują. Mam wrażenie, że od kilku lat przeprowadziliśmy ogromny drenaż kieszeni słuchaczy "trójki". Aczkolwiek ich łaskawość i hojność jest rzeczywiście niezwykła. Niejednokrotnie boję się, że nie będzie odzewu, a ten oddźwięk zawsze jest. W mniejszym lub większym zakresie, niemniej na słuchaczy Programu III zawsze można liczyć. Współpraca układa nam się fantastycznie i tylko wypada podziękować ludziom, którzy słuchają "trójki" i chcą pomagać.

Czy wiesz, co potem się dzieje z tymi uzbieranymi pieniędzmi?

W przypadku Towarzystwa "Nasz Dom" wiem, dlatego że działa ono na zasadzie opiekuna naczelnego wszystkich rodzinnych domów dziecka. Szefowie Towarzystwa doskonale zdają sobie sprawę z potrzeb poszczególnych rodzin, składających się z kilkunastu dzieci i dwójki rodziców. Często takie, które mają dwójkę czy trójkę dzieci decydują się jeszcze na zaproszenie do swojego mieszkania dzieci z domów dziecka. Nawet mamy "trójkowych" przyjaciół, którzy potrafią ufundować wczasy dla całego domu czy dla całej rodziny. Potem te rodziny spotykam na wakacjach, rozmawiam z nimi i opowiadają o rzeczach, które im Towarzystwo kupiło i co udało się zrobić dzięki zebranym pieniądzom, także w "trójce". Poza tym w Szklarskiej Porębie co roku wspólnie z hotelem "Las" prowadzimy akcję "Wymarzone wakacje w górach" dla dzieci z domów dziecka, organizując dla nich dwutygodniowe obozy.

Na co przeznaczany jest dochód z "trójkowych" meczów?

Oczywiście na cele charytatywne, bardzo różne. Natomiast dochód z hokejowego meczu przeznaczony był także na Towarzystwo "Nasz Dom". Brały w nim udział gwiazdy, przyjaciele "Listy Przebojów Programu III", przeciwko którym wystartowała drużyna Mariusza Czerkawskiego. Trudno o większą gwiazdę i większy autorytet, jeżeli chodzi o hokej. Później na antenie udało się sprzedać dwie koszulki hokejowe, zresztą prawdziwie autentyczne i bardzo ładne, z których jedna była własnością właśnie Mariusza Czerkawskiego. Tym samym kolejne 4 tys. zł wpłynęło na konto Towarzystwa "Nasz Dom".

Jak przebiegają takie mecze?

Ten hokejowy dobrze zapamiętałem, bo sam brałem w nim udział. Natomiast pamiętam również mecze piłkarskie z udziałem, np. Teleexpressu. Ostatnio nie, ale były lata kiedy spotykaliśmy się z nimi regularnie. Wiadomo było wówczas z góry, że dochód z tej imprezy zostanie przeznaczony na bardzo konkretny cel, czyli państwowy dom dziecka.

Na jakiej pozycji grasz?

Gram w ataku. Moja gra w ataku polega na tym, że biegnę pod bramkę przeciwnika i czekam tam na podania. Najchętniej przez cały mecz, ponieważ przebiegnięcie boiska "w tę i w tamtą" stanowi dla mnie pewną trudność. W związku z tym pod bramką przeciwnika czekam na podania kolegów, którzy często nie są w stanie mi jej podać, ponieważ nie kopią piłki tak mocno. Mają przy tym pretensję, że tam się ustawiłem i nie wracam. Natomiast nie robię tego z bardzo prozaicznego powodu - po prostu nie mam siły.

Sukces drużyny to gra zespołowa?

U nas tak jest, rzeczywiście, ponieważ poziom naszego "wysportowania" jest wyrównany. Chociaż w drużynie "trójkowej", jeżeli chodzi o mecz hokejowy zagrało kilku kolegów, którzy od czasu do czasu grają w hokeja i oni prezentowali poziom naprawdę bardzo dobry. Natomiast jeśli chodzi o nasze "dokonania" piłkarskie, uważam, że tutaj praca zespołowa ma ogromne znaczenie.

Kto jest waszym trenerem?

Trenerzy zmieniają się. W naszej drużynie jest nim ten, kto przyjdzie ostatni. Mówiąc poważnie, zawodnik, który doznał tylu urazów piłkarskich, że prezentuje niemożność skutecznego grania w piłkę nożną, zostaje trenerem.

Stosujecie zasadę "fair play"?

Przychodzi nam to z trudem, ale staramy się.

Czy lubisz brać udział w tych spotkaniach?

Oczywiście. Redakcja programu III jest pod tym względem wyjątkowa. Spotykamy się na co dzień w pracy na korytarzach, mamy do siebie różne pretensje czy uwagi, gdyż często praca dziennikarska jest bardzo stresująca, w związku z tym napięcie jest naturalne. Mimo wszystko lubimy się i szanujemy na tyle, że chcemy jeszcze także spotykać się ze sobą poza radiem, np. wspólnie grając w piłkę czy w hokeja.

Co możesz powiedzieć na temat swojej pracy?

Jestem szczęściarzem. W tym wypadku szczęście polega na tym, że to, co robię jest dokładnie tym, co chciałbym robić. Nie wymyśliłbym sobie chyba w życiu niczego równie frapującego i czegoś, co równie mną zawładnęłoby i pochłonęło. Poza tym praca jest moim hobby. Nie wyobrażam sobie życia poza-radiowego.

Co ona Ci daje?

Jeśli mowa o pieniądzach, przesadziłbym, że daje majątek, bo tak nie jest. Przynosi jednak przede wszystkim takie bardzo prozaiczne słowo jak satysfakcja, radość. Bardzo cieszy mnie kontakt ze słuchaczami. Mam niejasne wrażenie, że to, co robię, wykonuję przyzwoicie, nieźle, w związku z tym ono też przynosi mi pewne zadowolenie. Audycja "Zapraszamy do trójki" jest programem publicystycznym, informacyjnym. Jeżeli przy okazji tego wycinka pracy dziennikarskiej można czasem komuś pomóc, np. organizując akcję charytatywną, licytację, czy aukcję, tym lepiej. Zazwyczaj z premedytacją i przyjemnością wykorzystuję sympatię, którą mnie darzą słuchacze do tego, aby również promować postawy polegające na tym, że warto i trzeba pomagać.

Jak określiłbyś swój stosunek do życia w ogóle?

O sobie myślę jako o "dziecku szczęścia", mnie się wiele rzeczy udaje. Pracuję w miejscu, które sobie wymarzyłem już w bardzo młodym wieku. Wykonuję pracę, którą lubię i mam nadzieję, że robię to nieźle, co już jest szczęściem. Natomiast do życia można mieć jeden stosunek. Nawet w sytuacjach trudnych, nieszczególnych, myślę że jest jakimś obowiązkiem człowieka wręcz wynajdywanie takich momentów, aspektów, które można zakwalifikować jako chwile szczęśliwe. Jeżeli nawet będzie tego niewiele i tak warto się nimi cieszyć, warto zwracać na takie chwile szczęścia uwagę, ponieważ nie ma alternatywy, można jedynie nie być szczęśliwym. W związku z tym uważam, że nie mam innego wyjścia, po prostu chcę wynajdywać w swoim życiu pozytywy i szukanie ich daje mi też siłę. Natomiast rzeczy, które mi się udają lub małe szczęścia, które mnie spotykają biorą się z podejmowanie przeze mnie wielu prób. Wynika to ze zwykłego rachunku prawdopodobieństwa, po prostu wielokrotnie spróbowałem i w którymś tam momencie... - jest! W wielu dziedzinach i różnych swoich zamiłowaniach, także poza-radiowych często "szukam okazji do życia."

Z Kubą Strzyczkowskim rozmawiała Marzena Niedziółka

>> index

 
.


.



Podobne artykuły:



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!