.
 
 

   [ więcej... ]


logo Refugee.pl



pasekgora.gif
logo

Jesteś tu: Strona główna > Numery > Numer 11 > De Mono

Spróbujmy razem oswoić świat - wywiad z zespołem De Mono

Na pytania "Pomagamy" o akcje charytatywne odpowiadają Andrzej Krzywy i Piotr Kubiaczyk z zespołu De Mono.

- Pomagamy: Paulina Chodakowska była dzieckiem autystycznym. Trafiła do "szkoły życia", gdzie odkryto jej talent muzyczny i ładny głos. Jako 17- latka nagrała z tobą w duecie piosenkę. Pamiętasz słowa tej piosenki? Kiedy to było?

Andrzej Krzywy: "Mieszkam w mieście za wielką górą"? Było to dwa lata temu. Bardzo piękna przygoda w moim życiu. Miałem po raz pierwszy możliwość kontaktu z dziećmi autystycznymi, które w rzeczywistości są całkowicie normalne. Większość z nich, niestety, pochowanych za swoimi "górami", żyje w swoim świecie. Natomiast ci bardziej otwarci okazują się być fantastycznymi, wspaniałymi osobami. Paulina jest już bliżej nas niż dalej, jest bardzo otwarta, i dzięki temu można było z nią nagrać tą piosenkę. Powiem szczerze, że było to dla mnie dosyć duże wydarzenie i przeżycie. Najczęściej ludzie autystyczni są w czymś "do bólu" genialni. Paulina jest taka właśnie, jeśli chodzi o muzykę. Śpiewa bardzo specyficznie i tak czysto, tak idealnie, że aż uszy bolą. W piosence słychać, że ma głos przenikliwy, dziwny, ale dlatego bardzo ciekawy.

- Przypomnę dalsze słowa: "Spróbujmy razem zbudować ląd, gdzie wszystko ma przyjazny kształt. Spróbujmy razem oswoić świat, zbudować most do naszych miast?" Myślicie, że jest to możliwe?

AK: Chcielibyśmy, żeby tak było i wierzymy, że tak może być. Dzisiaj nie do końca jest może tak jak w tych słowach. Jako zespół De Mono bardzo często angażujemy się w różnego rodzaju akcje charytatywne. Często gramy charytatywne imprezy, bardzo często dla dzieci, sami je posiadamy. To, co mamy najbardziej wartościowego, czyli naszą muzykę, możemy ofiarować komuś, nie prosząc w zamian o pieniądze. Robimy to szczerze, bardzo chcemy pomagać i będziemy to robić nadal.

- Czy wiecie, na co przeznaczany jest dochód z takich koncertów?

AK: Dokładnie nie wiemy i tu jest problem. Kiedyś też graliśmy bardzo dużo imprez charytatywnych i do końca nigdy nie za bardzo wiedzieliśmy, co się potem dzieje z tymi pieniędzmi. Nagle okazywało się, że wszyscy je biorą, oprócz nas - zespołu, który ściąga publiczność. Okazuje się, że i tak wszystko nie ma sensu, bo do najbardziej poszkodowanych pieniędzy niewiele trafia. Nasz menadżer stara się robić selekcję tych propozycji.

Piotr Kubiaczyk: Wszystko musi być pod jakąś kontrolą i tutaj trzeba bardzo uważać. Mamy nadzieję, że nasz menadżer jest takim "sitem" i potrafi to rozgraniczyć. Zaproszeń jest rzeczywiście mnóstwo i gdyby zespół przyjmował wszystkie propozycje oraz wszystkie prośby, z którymi się zwracają do nas ludzie, moglibyśmy grać na okrągło cały rok, przez 360 dni w roku.

- Grasz w Reprezentacji Artystów Polskich z Markiem Kościkiewiczem, który nawet strzelił gola w meczu z Grecją. Czeka Was jeszcze wyjazd na Piłkarskie Mistrzostwa Artystów. Kiedy to będzie dokładnie i jakie są Twoje typy na ten prestiżowy turniej?

P.K.: Okazało się, że mistrzostwa są bardzo trudne do zorganizowania. Podjęli się tego Rosjanie i z wielką pompą je przygotowywali. Miały one ewentualnie odbyć się jeszcze w tym roku, a zostały przełożone na przyszły. Niestety, jak u podłoża wszystkich problemów leżą zawsze pieniądze. Zapowiadał się bardzo ciężki i trudny turniej. Miało być 16 zespołów z całego świata, z wszystkich kontynentów, więc, tak naprawdę, faworyta nie było. Wiem, że bardzo dobrze grają Rosjanie.

- Ale graliście już z nimi?

PK: Tak, ale mimo, że wygraliśmy z nimi 3:2 był to bardzo trudny przeciwnik. Również na pewno mobilizacja przed własną publicznością spowodowałaby, że wygrać z nimi nie byłoby wcale taką prostą sprawą. Na pewno Rosjanie byli tutaj dużym faworytem.

- Jesteś w zarządzie fundacji ArtSport. Co możesz powiedzieć o pracy fundacji?

PK: Genezą całej fundacji jest nasza drużyna piłkarska. Powstała ona w 1999 r., kiedy doszła do mnie informacja, że jest możliwość spotkania się z Erosem Ramazottim. Poleciałem do Włoch, spotkałem się z nim i zaprosiłem. Potem szybko musieliśmy zacząć tworzyć drużynę piłkarską, bo de facto jeszcze jej nie było. Spotkałem się z Erosem w czerwcu, a już we wrześniu miał być rozgrywany mecz, więc zostały tylko trzy miesiące. Olaf ze swej strony rozpoczął działanie wśród aktorów, a ja zacząłem rozsyłać informacje wśród muzyków, że jest tworzona taka drużyna i będzie taki mecz we wrześniu w Warszawie z reprezentacją Włoch. Pierwszy nasz mecz odbył się pod patronatem pani prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej, pod skrzydłami fundacji "Porozumienie bez barier". Mecz miał być tylko jednorazowym wydarzeniem, natomiast zapał chłopaków okazał się tak wielki?

- Spodobało wam się.

PK: Strasznie nam się to wszystko spodobało. Byliśmy przy tym bardzo mile zaskoczeni, że tyle takiego entuzjazmu. Po tym meczu pojawili się nowi ludzie, którzy zobaczyli ten mecz w telewizji i pomyśleli, że fajnie byłoby przeżyć coś takiego.

- Urosła też ławka rezerwowych.

PK: Zdecydowanie. Mamy teraz około 30 zawodników, którzy się mieszczą w szerokim składzie reprezentacji. Stwierdziliśmy, że trzeba to kontynuować. Nasza drużyna będzie grała na cele charytatywne, które będą zarządzane przez jedną fundację. Razem z Olafem Lubaszenko, Czarkiem Pazurą i Ryśkiem Adamusem założyliśmy fundację "ArtSport". Za swój cel ma wspomaganie różnych jej inicjatyw w całej Polsce i przekazywania funduszy na różne cele, które bardzo często związane ze zdrowiem i z dziećmi. Działamy jako fundacja poprzez naszą drużynę reprezentacyjną. Jeśli ktoś zaprasza nas do jakiegoś miejscowości i mówi, że wpływy z meczu będą przeznaczone na hospicjum albo na budowę szpitala, bądź na poszerzenie działalności danego ośrodka zdrowia, jedziemy tam grać.

- Dokładnie wiecie na co przeznaczany jest dochód z takich meczy?

PK: Zdecydowanie. Jest to zawsze zawarte w umowie i organizator ma obowiązek przedstawić rozliczenie, dowód, że suma wpłynęła na konkretny cel. Fundacja bezpośrednio nie zbiera pieniędzy, natomiast poprzez swoją drużynę współuczestniczy w tworzeniu i zdobywaniu tych funduszy.

- Macie w planach zbudowanie centrum integracji na Marymoncie. Rozmawiałam o tym z Olafem Lubaszenko, który mówił, że sprawa utknęła w "martwym punkcie". Czy już coś się ruszyło?

PK: Stworzenie takiego ośrodka stanowi nasze idee fixe i w tym kierunku działamy. Nasza fundacja wspólnie z klubem Marymont i z naszymi artystami przygotowała i przeprowadziła całomiesięczną akcję letnią tzw. "odlotowe wakacje". Na terenie klubu sportowego Marymont odbywały się zajęcia wychowawczo-sportowe dla dzieci. Zajęcia trwały przez dwa miesiące- - 5 dni w tygodniu i zaczynały się o godz. 10.00 rano, kończyły po południu o 17.00- 18.00. Objęte nimi były szczególnie ubogie dzieci, dzieci z opieki społecznej i z domów dziecka, które były przywożone przez swoich opiekunów na teren tego ośrodka. Mogły spędzić cały dzień od rana do wieczora, mając zapewnione wyżywienie i atrakcje. Jako zespół De Mono spotkaliśmy się z tymi dziećmi, urządziliśmy dla nich dzień /karaoke/. Śpiewały one nasze piosenki, dostawały od nas prezenty, kasety, płyty. Odwiedziły nas znane osoby, m.in.: Kasia Kowalska, piłkarze reprezentacji polskiej - Tomek Iwan, Jan Tomaszewski - były bramkarz reprezentacji polskiej, Bogusław Wołoszański, który opowiadał sensacje XX wieku. Była jazda konna, treningi sportowe, wyjścia na basen i mnóstwo atrakcji. W jakimś stopniu stanowiło to wszystko przedsmak tego, co chcielibyśmy zrobić. W planach mamy urządzenie całodziennej świetlicy, gdzie te dzieci, szczególnie z rodzin patologicznych, mogłyby spędzać czas sportowo, odrabiać lekcje pod okiem opiekunów. Natomiast sprawa utknęła na etapie decyzji administracyjnych, ale jesteśmy dobrej myśli, że wkrótce ruszy bardzo szybko.

- Daliście tym samym dowód głębokiej tolerancji. Czy potraficie ją określić słowami?

PK: Dla mnie jest to zaakceptowanie inności drugiego człowieka. Każdy ma prawo do bycia osobą indywidualną. Jestem tolerancyjny i wyrozumiały dla takiego człowieka, którego postępowanie nie ogranicza innych ludzi. W tym momencie moja tolerancja się kończy.

AK: Zgadzam się zupełnie z kolegą.

- Potrafilibyście powiedzieć, czym jest szczęście?

AK: Dla każdego człowieka jest ono indywidualną sprawą. Czym jest dla mnie? Moja rodzina jest moim szczęściem. To, że otaczam się fajnymi ludźmi, że mam szansę przebywania z ludźmi, którzy oprócz spraw materialnych dbają także o sprawy duchowe. Trzeba mieć szczęście, żeby znaleźć takich ludzi. Poza tym od 15 lat razem gramy, możemy dalej ze sobą rozmawiać, patrzeć na siebie, udaje się nam być wyrozumiałymi, tolerancyjnymi i to jest również szczęście.

Rozmawiała Marzena Niedziółka

Strona internetowa zespołu: www.demono.pl.

>> index

 
.


.



Podobne artykuły:



Szukaj w Pomagamy.pl:

   
  



Warto! Zaprenumeruj nasz biuletyn elektroniczny!