|
Jesteś tu:
Strona główna > Niusy > Obawy przed cholerą a handel uliczny
Obawy przed cholerą a handel uliczny
2006-01-16
Pocąc się 45-letni Jamek Zizhou ledwo idzie dźwigając pełną torbę ryb. Kieruje się w stronę mieszkalnej części Harare. Zatrzymuje się, co kilka minut, wyciera pot z czoła i idzie w stronę drzwi numer siedem.
Docierając do drzwi, delikatnie naciska dzwonek by oznajmić swoje przybycie.
Głębokim i donośnym głosem krzyczy: Świeże leszcze do sprzedania!
- Dzisiaj udało mi się kupić bardzo tanio rybę. Kupisz pięć dostaniesz jedną gratis. Możesz również dostać rybę na kredyt, ale tylko dzisiaj, bo mam zbyt dużo towaru, szkoda, by się zmarnował - mówi młodej kobiecie, która otworzyła drzwi.
Po zakończonej transakcji, Zizhou puka do kolejnych drzwi, tam również może mieszkać potencjalny klient.
Szanse znalezienia formalnej (legalnej) pracy w Zimbabwe są minimalne, to chyba niemożliwe w kraju gdzie stopa bezrobocia osiągnęła wynik powyżej 70 proc. Zizhou, tak jak i wielu innych mieszkańców tego kraju, szuka rozwiązania w nieformalnym sektorze, handlując jedzeniem, które bardzo ciężko dostać, z powodu krótkich i rzadkich dostaw.
Mimo, iż ryzyko spożywania posiłków ze skażonych produktów, zwłaszcza mięsa i ryby, sprzedawanych na miejskich rynkach, jest olbrzymie (zanotowano, że 14-stu ludzi zmarło z powodu cholery w okresie ostatnich trzech tygodni), mieszkańcy Harare wciąż kupują od Zizhou i innych handlarzy. Powód jest bardzo prozaiczny, ich ceny są dużo niższe niż te sklepowe.
Zimbabwe jest na drodze do poważnego ekonomicznego kryzysu. Inflacja osiągnęła już 585,8 proc. Bank Światowy jest wstrząśnięty sytuacją tego kraju i uważa, że jest to precedens.
Statystyki wskazują, że przeciętna 5-osobowa rodzina w Zimbabwe potrzebuje przynajmniej 17 milionów dolarów Zimbabwe miesięcznie. Jednak większość ludzi, posiadających pracę, zarabia około 3 milionów miesięcznie. W takich warunkach kupno mięsa w normalnych sklepach jest niespełnionym marzeniem dla wielu rodzin.
Zachodnie rządy oskarżają prezydenta Zimbabwe, Roberta Mugabe, o zrujnowanie gospodarki kraju.
Margaret Chuma, mieszkanka Harare, dołącza się do tych zarzutów. Uważa, że rząd zmusił ludzi do uprawiania zawodu handlarzy i sprzedawania produktów nieznanego pochodzenia. -- Sama kupuję mięso od rzeźników w Domboshawa, małym miasteczku nieopodal Harare, i sprzedaję je w mieście. Ceny mięsa w Harare są zbyt wysokie, ludzi nie stać na ich kupno, więc decydują się na zakupy u mnie.
- To jest mój sposób na zarabianie, na utrzymanie siebie i swojej rodziny. W ten sposób pracuję już od roku, odkąd rząd zabronił prowadzenie kramów z żywnością na otwartej przestrzeni. Teraz mają kolejny powód, cholerę, by zabrać mi ostatnie źródło dochodów.
Źródło: ReliefWeb
Ewelina Drop
>> index
|
|
|